de gustibus non disputandum est

Kiedy widzę u kogoś w ogrodzie „czarną szmatę przykrytą kamieniami frakcji zbyt małej by się do czegokolwiek nadawały” – bardziej niż gust właścicieli, zastanawia mnie intencja. Po co? Po co sobie utrudniać życie? Ale kiedy poruszam ten temat w szerokim gronie „zielonej branży” – okazuje się, iż owe kamienie są „rzeczą gustu”, a moje na nie spojrzenie, to ocena ich właściciela i atak personalny na  suwerenny mityczny gust. I zamiast dyskusji o sensowności, dostaję odpowiedź w stylu: „w bardzo złym tonie jest pisać (mówić) o gustach – wszak „o gustach się nie dyskutuje””. Czyżby?

Średniowieczna sentencja przyszłości

Odnoszę nieodparte wrażenie, że ta łacińska sentencja, choć dawno już straciła na swej globalnej aktualności – używana jest jak oręż przez ludzi o bardzo ograniczonych horyzontach. Ludzi zakompleksionych. Ludzi mających kłopot z przyznaniem, że ktoś może mieć rację, że może faktycznie, ta cholerna „biała marianna na czarnej szmacie” jest po prostu paskudna jak nie wiem co. I w tym momencie, w miejsce przestrzeni do dialogu, wymiany poglądów, konstruktywnej dyskusji a nawet debaty krytycznej – wypluwamy z siebie jedyne co nam przychodzi do głowy, a co ma jednocześnie stanowić naszą intelektualną legitymację do tego, że MY mamy rację:

De gustibus non disputandum est” czyli w wolnym tłumaczeniu: „tej gościu spadaj ze swoimi radami mój gust jest jaki jest, ale nie masz prawa go oceniać„. 😉

estetyka, kanony i ‚de gustibus’

Skoro nie, to zastanówmy się, jak na przestrzeni wieków stworzyliśmy kanony piękna, uznaliśmy wyższość jednych obrazów nad innymi, skąd ogólne przekonanie, że mamy zasoby muzyki, książek i filmów – które zaspokoją każde gusta? Gdyby powiedzenie „rzecz gustu nie podlega dyskusji” potraktować w tych dziedzinach tak dosłownie, jak to sobie pozwalamy robić w zderzeniu z pierwszym lepszym zastrzeżeniem odnośnie naszego wnętrza czy ogrodu – to nigdy nie udałoby się ustalić listy klasyki w tych dziedzinach. Wszak ilu ludzi, tyle gustów.

De gustibus…” jest jak miecz – odcina głowę jakiejkolwiek wymianie poglądów. Gdy tylko pojawia się pierwsze słowo krytycznej oceny, gdy ktokolwiek odważa się zaatakować naszą suwerenność decyzji swoim poczuciem estetyki, zaledwie zamigoczą na horyzoncie płomyki konstruktywnej wymiany wizji, możliwość na naprawienie czyichś błędów, wprowadzenie zbawiennych często zmian – a już jest, i swym ostrzem „sru” – zamyka usta jednej ze stron.

kto mi dał prawo oceniania i poddawania czyjegokolwiek gustu krytyce?

Ostatnio popełniłem – z ogromną przyjemnością  😀 <3 – tekst gościnny dla naszej koleżanki Wery, na jej bloga ogrodowego (www.werxwer.pl) na którym znajdziecie „rozrywkowe aspekty uprawiania ogrodu”, pod tytułem: „7 ogrodowych brzydactw, które powinny zniknąć wraz z rokiem 2016”. Do samego tekstu zapraszam – bo zapewne warto, chociażby po to by było o czym dyskutować. Ale nie o tym. Po publikacji, jak to zwykle bywa w naszym internetowym światku – dyskusja. Ba, gównoburza a nie żadna tam polemika, w której jednak największym przebłyskiem intelektu interpelatorów było użycie polskiego tłumaczenia łacińskiej sentencji sprzed wieków. Tak! „sru” i po sprawie. Nie mam prawa „obrażać” nikogo (a to za sprawą, iż stwierdzenie, że coś jest brzydkie obraża właściciela a nie przedmiot), bo nieładnie jest poddawać dyskusji „rzecz cudzego gustu”. Powiem Wam coś w sekrecie. Mam prawo! Kto mi je dał? Nikt, bo nikt nie musi mi dawać nam takiego prawa. Nabyłem je poprzez przekonanie, że są na tym świecie osoby z wyjątkowym wyczuciem estetyki i stylu [do których zaliczam siebie], są osoby przeciętne oraz takie, którym natura zwyczajnie poskąpiła wrażliwości na piękno i harmonię. I Wam też, radzę się do tego przekonać.

jak nie być bezguściem?

Wygląd naszych ogrodów czy mieszkań – jak najbardziej podlega ocenie. Tak długo jak będziemy się od tej oceny odcinać, łacińską sentencją – podkreślać będziemy swoje kompleksy i brak umiejętności do rozmowy. Polemiki, w której nie musimy się przecież przekonać do swoich racji – tylko z uwagą wysłuchać, co ktoś ma Nam do zaoferowania. Zamiast zamykać sobie usta, tekstem o gustach, zastanówmy się: „może faktycznie tym razem mi nie wyszło?”. Jeżeli zaś jesteśmy pewni swojego, to z  podniesioną głową przystępujmy do argumentacji swoich racji. Umiejmy „pięknie się różnić”. Bo w dyskusji o gustach nie chodzi o wygranych i przegranych, ale o szukanie i znajdowanie. O słuchanie rad.

I wiecie co? Nie należy się bać tego, że coś nam nie wyszło. Jedna jaskółka Wiosny nie czyni. Kiedy jednak widzimy, że cały ogród czy dom Nam jakoś nie koniecznie wychodzi… to bezpieczniej będzie przyznać się, że jest się ogrodowym czy wnętrzarskim antytalentem i skorzystać z rad naszego rozmówcy, aniżeli w obronie własnego ego wyskoczyć z tekstem, że „o gustach się nie dyskutuje” – i pozostać … bezguściem.

Cesar

p.s.

do wszystkich, którzy twierdzą, że ich brak gustu powodowany jest finansowo. Jest naprawdę pierdyliard darmowych poradników, grup ogrodowych w mediach społecznościowych, blogów, vlogów, tutoriali „zrób to sam”, po prostu wystarczy na początek zdać sobie sprawę, że: „łabędź z opony jako donica dla pelargonii, stojący na ściętym pieńku jabłonki, wokół którego jest położona czarna szmata antychwastowa, wysypana kolorowymi zrębkami i białą marianną, itp. itd.” – to nie żaden brak kasy, ani tym bardziej upcycling (o tym zjawisku będę pisał) – tylko po prostu wyznacznik absolutnego braku wyczucia, smaku, harmonii czy estetyki – czyli brak gustu! I zajrzeć, tamże. Są ludzie, którzy z przyjemnością pomogą.

Autor: Cesar&Daro

Redaktorzy naczelni VLOGA miejskiOGRODNIK - popularyzacja ogrodnictwa od zawsze kojarzyła nam się z promowaniem konkretnego stylu życia, dlatego z pasją, tworzymy dla Was kanał na YouTube

Jedna myśl na temat “de gustibus non disputandum est”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *