Brysie jako gwiazdy

xi gardenia od dupy strony

Dupa jaka jest każdy widzi – a jak nie widzi, to znaczy, że widzieć nie ma. Gorzej jak tak naprawdę chce zobaczyć, chociaż wszem i wobec oznajmia, że widzieć nie chce! Tymczasem XI Targi Ogrodnicze GARDENIA dla niektórych kręciły się w obrębie dwóch męskich dup, co to wszyscy je zobaczyć chcieli, choć niektórzy twierdzili że nie chcą. „Co macie pod spodem?” lub „tradycyjnie po szkocku czy może profanacja?” – to najczęściej zadawane pytania, kiedy okazywało się, że mówimy po polsku. Najbardziej urzekło Nas „I Love Scotland!” – to jeszcze zanim się odezwaliśmy, i nic nie wskazywało na naszą polskość 😀 zapraszamy na naszą relację z właśnie zakończonych targów ogrodniczych à rebours 

dupa blada

Już w momencie kiedy zakończyły się ostatnie targi w stolicy, wiedzieliśmy że chcemy zostać zapamiętani po kolejnym spotkaniu wiosną. Zrobienie dla Was relacji i wywiadów to jedno, ale nie oszukujmy się, jeżeli kanał ma się rozwijać potrzebne są kontakty i kontrakty. Jak zrobić wrażenie na takiej masowej imprezie? Ano trzeba się wyróżniać. I tak w jednej z naszych rozmów padło na KILT! Wszak w Polsce, jakoś mało popularne wdzianko, więc szansa bycia jedynymi facetami w męskich spódnicach ogromna. Oczywiście kilt zobowiązywał. Ponadto… wiedzieliśmy, że pytania się pojawią. Byliśmy też przygotowani, że znajdą się chętni/odważni, którzy sprawdzą. Nie mogliśmy zawieść. Kilt był noszony przez nas tradycyjnie! I choć dupa blada, wypadało ją w końcu pokazać – by zakończyć temat.

Cesar&Daro w kiltach… tradycyjnie oczywiście!

jak z koziej dupy trąba

Skoro już wiemy, że miejscyOGRODNICY czyli Mr&Mr Sobczynski-Bryś prezentowali się fantastycznie i zrobili ogólnie pozytywne wrażenie ;-), możemy przejść do samych targów. Na relację zapraszamy Was na nasz kanał na YT [tu możecie kliknąć, to was przerzuci]. Poza relacją na vlogu chcieliśmy jednak słów kilka o jakości wystawy oraz faktycznym powodzie naszej obecności w Poznaniu.

Zastanawia fakt, że taka duża międzynarodowa impreza, która otwiera ogrodniczy sezon w Polsce, wciąż jednak przypomina bardziej kiermasz w małym miasteczku niż prestiżowe targi międzynarodowe. I trudno tu miec pretensje do organizatora – czyli MTP. On tylko udostępnia szereg hal i korytarzy. Nie możemy jednak pojąć, jakim cudem firmy, które wiedzą o tym, że biorą udział w Gardenii – nie są w stanie przygotować na te targi porządnego stoiska? Po raz kolejny zaserwowano Nam papkę bylejakości, próżności, plebejskości i żenującej postawy wobec odbiorcy. Szczerze mówiąc takie to targi o wielkim znaczeniu, jak z koziej dupy trąba. Ale do rzeczy…

mieć wszystko w dupie

Zakładamy, że odbiorca targów: zwiedzający, architekci i wykonawcy ogrodów, właściciele centrów ogrodniczych, blogerzy czy vlogerzy, media wszelkie, a nawet „grażyny i janusze” – to potencjalni kontrahenci. Jednak kiedy patrzymy na stoiska i obsługę – odnosi się wrażenie, że nie. Zostaliśmy wszyscy potraktowani jak idioci, dla których nie ma znaczenia że szkółki po raz pierdyliard jedenasty prezentują Nam to samo stoisko, czasami nawet w tych samych kolorach. Aranżacja, pomysł, jakość stoisk na Gardenii… to niesmaczny odgrzewany kotlet. Do tego rośliny. Litości 3-4 gatunki iglaków poustawiane w jakichś bezsensownych rzędach jak na wyprzy w Casto czy innym Lerła. Serio?

Obsługa kontrahenta. Jak już było jakieś miejsce do siedzenia i omawiania „kontraktów”, to głównie dla zmęczonych życiem hostess lub szefostwa szkółek, którzy dumnie prezentowali owe szkółki… siedząc i gaworząc we własnym gronie. W zasadzie kontakt z odbiorcą ograniczał się do wzrokowo wysyłanego komunikatu „nie podchodź do nas, jak nie chcesz robić wielkich kontraktów na miliony PeeLeNów.”

Szczytem idiotyzmu okazało się, zapraszanie blogerów do znajomych na FB – po otrzymaniu nagrody dla najlepszego stoiska na poprzednich targach w stolicy. I nie poznawanie ich 6 miesięcy później. Serio? Jaki jest więc sens zapraszaania tylu znajomych, skoro się ich nie kojarzy z niczym? Tak trudno odświeżyć sobie pamięć przed targami? Polskie Korzenie – żenada Gardenii 2017! Złoty Chwast Wiosna 2017 od miejskiegoOGRODNIKA należy się właśnie Wam!

Niestety niewiele lepiej było na stoiskach z maszynami, narzędziami, nawozami i innymi dodatkami. Poza jednym wyjątkowym produktem, który Wam niebawem z przyjemnością zaprezentujemy, w zasadzie nie znaleźliśmy niczego, co by było tegoroczną nowością godną uwagi. Prezentowanym z dumą trendem. Odświeżającym oddechem z nowymi pomysłami na ogród. Nic co by przyciągnęło naszą uwagę i pozwoliło zatrzymać się na chwilkę. Nic, co chcielibyśmy z dumą prezentować. Plus był jedynie taki, że tutaj zainteresowanie rozmową było nieco większe. Podejście do stoiska prawie zawsze skutkowało zainteresowaniem, i nie miało się wrażenia, że jest się intruzem. W firmie Kronen, nawet poczęstowano nas kawą i pysznymi czekoladkami, a sama rozmowa odbyła się w serdecznej atmosferze.

Apel do wystawców: my rozumiemy: że targi, że zmęczenie, że brak pomysłów i że nalot „bandy zbierającej targowe gadżety” – ale serio, niech ktoś z branży ma odwagę odpowiedzieć, serio? Tak trudno zatrudnić architekta krajobrazu, który zaaranżuje Wasze stoisko, tak by było nowe, świeże i faktycznie zapraszało do wykorzystania Waszych roślin? Takj trudno zrobić aranżację tak by schować paskudnie prezentujące się doniczki produkcyjne? [miejskiOGRODNIK się poleca]. Serio, tak trudno skorzystać z ofert firm kreatywnych, których zadaniem jest opracowanie całościowo konceptu targowego? [miejskiOGRODNIK może polecić kilka dobrych agencji kreatywnych].

W zasadzie i tak na organizację, transporty, obsługę, zbudowanie takiego stoiska idą duże pieniądze. Więc gdzie one się podziewają, skoro finalnym efektem jest odgrzewane badziewie sprzed 2 i 3 sezonów? Gdzie promocja nowości? Gdzie kreowanie trendów? Ano w dupie! Bo chyba tak organizatora targów jak i odbiorców, większość wystawców miała w dupie właśnie! Srebrny Chwast Wiosna 2017 od miejskiegoOGRODNIKA za całokształt dla wszystkich większych wystawców. Mniejszych nie klasyfikowaliśmy, rozumiemy względy finansowe.

dać kopa w dupę

Co by się jednak stało, gdyby wszyscy odpowiedzialni za relację dla czytelników i widzów, dali wystawcom porządnego kopa w dupę? Gdyby te wszystkie bredzące bez większego sensu „maje w ogrodzie”, skupione na konkretach agrobiznesy, zapatrzone w nowojorskie trendy werandy, wielobranżowe niczym „fresz market” magnolie i inne piękne ogrody, udające wielkoświatowe czasopisma z mitycznego zachodu gardeners łorldy i blogerzy oraz vlogerzy, zamiast udawać w filmach i pisać posty pełne peanów pochwalnych dla wystawców, napisali DUPA! Miało być tak pięknie, tak cudownie i ach i och i początek nowego, a jest dupa! Bo jak kreować trendy, jak napisać post o ciekawostkach z targów, jak ugryźć temat jakości i innowacyjności, jeżeli na dużej międzynarodowej imprezie, dobrych stoisk można policzyć na palcach rąk, a oszałamiających nowości nie widzieliśmy w ogóle.

gdzieś w czarnej dupie

Temat kolejny, to ogrody pokazowe, musimy przyznać, że 2-3 były nawet znośne, jeden się nawet bardziej wyróżniał. Ale czy przenosiły nas w świat marzeń z książki, w świat nowości? Czy to było wystarczająco dobrze wykreowane? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, bo jak zwykle ogrody pokazowe ukryte były w niedoświetlonej hali, gdzieś na końcu „przewodu pokarmowego” – czyt. w czarnej dupie, gdzieś za wszystkim innym.

Oczywiście jak ktoś chciał to tam dotarł. I tam zadawał sobie pytanie: „ale czy tak naprawdę to były te fantastyczne ogrody pokazowe?”. Zabrakło temu przedsięwzięciu splendoru i skupienia uwagi odbiorcy. Wchodząc do tej hali, człowiek miał wrażenie, że zabłądził – i to był błąd organizatora. Brakowało jednoznacznej informacji, świateł, drogowskazów – serio, po prostu brakowało skupienia uwagi odbiorcy, że oto właśnie wchodzi w teren ogrodów pokazowych. Jakiegoś wielkiego WOW! Że tu się coś prezentuje. Jakieś trendy, jakieś pomysły, jakieś ogrody.

A te nieboraki przyklejone do prezentacji ogrodu… jakiegoś tam. Tak mało istotnego, że nawet nie zapamiętaliśmy po co w ogóle tam był. Pseudo modern renesans czy barok [serio, to było modne 3 sezony temu]. Jakieś stowarzyszenie czy coś go aranżowało. Dramat! Betonowe ławki i stoliki [niby wyjęte ze starych parków sprzed lat] umieszczone między dobrze skrojonymi iglakami i bukszpanami. Ładne? I owszem. Nieco minimalistyczne w odbiorze. Ale odtwórcze i dawno już niemodne.

Natomiast te 6 ogródków pokazowych. Trzeba przyznać, że przynajmniej część twórców tychże postarało się by nas czymś zaskoczyć. I nawet się to po trosze udało. Ent siedzący w ogrodzie, piknik pod wiszącą skałą czy tajemnicze kamienie przy jeszcze bardziej tajemniczej studni, które zachęcały swoją fakturą by jednak na nich odpocząć. Reszta… nie do zapamiętania. Czytajcie: bez pomysłu, bez polotu, odtwórcze! Ale nie tak, że dramat i tragedia. Po prostu – bez pomysłu, by człowiek zapamiętał. Dlatego zapamiętaliśmy dwa: jeden ze względu na lampy, drugi ze względu na Enta. Tego który wygrał, nie zapamiętalibyśmy, gdyby nasze koleżanki Wera i Aga, tam nie robiły relacji „liwe” [live]. 😀 Agę koniecznie oglądajcie na Jej kanale na YT – o tutaj – by zobaczyć z Nią więcej „liwów”, bo Aga ma szansę zostać koronowana na Królową Ogrodowego JuTuba, i będzie ciężko się dopchać. 😉 Info z pewnej ręki.

Obrabiać dupę

Florystykę z grzeczności ominiemy, tak słabej, źle zorganizowanej i nijakiej florystyki, odbiorcy tych targów nie widzieli od lat. Wolimy nie wdawać się w szczegóły, by nie obrabiać poszczególnym florystom dupy, napiszemy tylko, że dla nas jedynym usprawiedliwieniem jest fakt, że zbliżający się Dzień Kobiet, mógł mieć ogromny wpływ – na dekoncentrację i brak świeżych pomysłów. Koszmar minionych sezonów, tak powinny nazywać się pracę większości florystów. I tutaj Brązowy Chwast Wiosna 2017 wędruje do Piotra Salachny i jego florystycznych nieudanych koszmarów, które chyba w zamierzeniu miały aspirować do bycia odkrywczymi pracami a’la Gregor Lersch. Biedny Gregor. Jakby zobaczył te marne kopie, mógłby się zamknąć w sobie, i świat pozbawiony by został tylu prac z korzeniami, tilandsjami, storczykami i drewnem. 😮

Stoiska z ozdobami i kwiatami sztucznymi straszyły przesytem. Nie sposób było skupić się na jakimkolwiek artykule, bo aranżacja była na poziomie „przywieźliśmy, to MUSIMY pokazać”. Nie mieści się? Trudno, połóż tutaj obok. Musi być na bogato! Niech wszyscy wiedzą, że mamy się czym pochwalić. Złoty medal, srebrny medal. Wszystko! Niech bieda wie, że u Nas jest więcej. Efekt? zupełnie odwrotny od zamierzonego. Przecież ludzie oko jest nieselektywne z założenia, więc co widział odbiorca? Kupę! Kupę wszystkiego. Tona sztucznych kwiatów niestety nie zachwyca, lecz przytłacza. Bo nie widać w niej nic. Poza sztucznością. Czy nie lepiej było poprosić młodych zdolnych florystów by zaprezentowali jakie cuda można z tych kwiatów zrobić? Nie, szkoda kasy! Lepiej zwieźć całą hurtownię, i zawalić 12m2 tak, by nie było widać nic sensownego. Nieuleczalne naszym zdaniem zjawisko. :-/

Stoisko Belldeco okiem bardzo zdolnej fotografki Bożki Piotrowskiej

Chlubnym wyjątkiem może tutaj być firma Belldeco, która postawiła na zaaranżowanie stoiska w sposób nie przytłaczający. Widać oczywiście wpływ Eichholtz’a, ale to nam zupełnie nie przeszkadza, jeżeli czerpać inspirację, to od najlepszych. Takie stoisko od razu się lepiej zwiedza, a prezentowany towar ma oddech i szansę bycia zauważonym. Teraz chwila prywaty i lukru: nie mielibyśmy tego pięknego zdjęcia, gdyby nie bardzo zdolna fotografka, która cały czas szlifuje swoje umiejętności – Bożka Piotrowska z wuwuwu.zielonabombonierka.peel – jak zajrzycie na Jej blog, to w relacji z Gardenii znajdziecie mnóstwo innych pięknych zdjęć. Choć jak zwykle twierdzi, że zrobiła niewiele. A i tak więcej od Nas. 😉

Ruszyć dupę

Zapytacie, co w takim razie skłoniło nas by „ruszyć dupę i pojechać na Gardenię”? Jeżeli nie zadajecie sobie tego pytania, to nie wiemy jakim cudem zabrnęliście w tym wpisie aż tak daleko? musicie nas chyba lubić? 🙂

Spotkania z ludźmi podzielającymi nasze pasje – sama przyjemność
#5SBO

Otóż Gardenia podobnie jak Zieleń to Życie, to dla nas przede wszystkim okazja, by spotkać się z naszymi koleżankami blogerkami i kolegami blogerami, czyli całą „zieloną masą” ludzi, którzy specjalnie dla swoich czytelników i odbiorców jeżdżą na targi, kiermasze, spotkania, jarmarki i festiwale ogrodowe, by później pokazać Wam, zdać relację, napisać recenzję: o nowościach, o trendach, o kierunkach, o ciekawostkach. Czasami niestety jednak też i o tym, że poza spotkaniem nie było o czym pisać.

o dupie maryni

Tym razem na samym Spotkaniu Blogerów Ogrodniczych, poruszaliśmy się w tematach „o dupie Maryni”, za dużo „braków wrażeń” do omówienia, za mało dni by wszystko omówić i zrecenzować na bieżąco. Oczywiście w mniejszym gronie udawało Nam się porozmawiać i obgadać szereg tematów i osób 😉 niestety, zabrakło tego czasu w szerszym gronie – nad czym niezmiennie ubolewamy. Mamy jednak nadzieję będzie to do nadrobienia.

Organizatorem całego zamieszania jest Wojtek [na Jego bloga zapraszamy Was tutaj] – który stara się wsłuchać w nasze głosy, i zmieniać charakter kolejnych SBO tak, by jak najszersze grono mogło na tym spotkaniu skorzystać. Czasami się to udaje [poruszamy kwestie ważne i inspirujące, uczestniczymy w ciekawych warsztatach], czasami mielimy słomę po raz enty na bezwartościowy wiór [gadamy o niczym, lub słuchamy nudnych prelekcji gorszych niż na szkolnej pogadance o złym zachowaniu]. Niemniej wybaczcie odrobinę lukru w tym miejscu, ale samemu Wojtkowi należą się podziękowania. Chłop ma normalną pracę jak my wszyscy, a jednak chce Jemu się to wszystko organizować. Takie spotkanie to przede wszystkim zorganizowanie sponsorów, ułożenie agendy czy zapewnienie miejsca na integracyjny wieczór zapoznawczy dla ponad 30 osób 😉 [w tym roku mamy swój mały wkład w SBO, mianowicie Cezar zaproponował zmianę terminu wręczania nagród oraz miejsce na wieczorną integrację – oba pomysły przyjęte i zrealizowane 😀 ]

#5SBO – to jeden z najważniejszych powodów naszego pobytu na Gardenii.
Sponsorem #5SBO byli:

Są firmy, które rozumieją już, jaka siła drzemie w blogerach i vlogerach ogrodniczych. I że warto taką współpracę z Nami podejmować, bo to właśnie my nie tylko praktykujemy, ale jednocześnie opisujemy, testujemy, recenzujemy dla bardzo konkretnych czytelników – potencjalnych odbiorców. Nasi czytelnicy mogą się poczuć zarówno zainspirowani by sięgnąć po konkretne rzeczy, jak i zniechęceni do stosowania innych. Staramy się kreować nowe trendy, wypuszczać na rynek nowości. Poprzez interakcję z naszymi czytelnikami i widzami, jesteśmy jak kopalnia wiedzy dla firm z branży. Wiemy najszybciej: co, gdzie i jak w trawie piszczy. A wiedza ta jest dla wielu firm bardzo cenna, i te najbardziej ogarnięte potrafią już się z Nami mądrze zaprzyjaźniać.

Tegorocznymi sponsorami były dwie firmy: jedna z najbardziej znanych firm nasiennych PNOS Ożarów Mazowiecki [koniecznie zajrzyjcie do ich bogatej oferty tutaj], oraz Plantpol Zaborze producent bardzo szerokiej gamy roślin balkonowych [których część będziemy w tym roku dla Was testować] oraz bardzo dobrych jakościowo i znanych nawozów mineralnych [z naciskiem na nawozy dla roślin rabatowych i balkonowych]. Koniecznie zajrzyjcie też na stronę Plantpolu – szybko i łatwo przeskoczycie tam o tutaj .

Niezła dupa

Sponsorzy sponsorami, spotkania spotkaniami – ale wszyscy przecież jesteśmy dorośli. Wiemy, że najciekawsze spotkania odbywają się, poza oficjalnymi spotkaniami. I tak było tym razem, a patrząc na zdjęcia można stwierdzić, że niezłe z nas dupy. 😉

Wieczorne spotkania blogerów w trakcie #5SBO

Nie da się wszystkiego tutaj opisać, i chyba nawet nie powinniśmy opisywać wszystkiego. Musicie jednak wiedzieć, że jest jedna szczególna osoba, która przewija się na zdjęciach i w naszym blogerskim życiu. Wera – z fantastycznie zabawnego bloga werxwer.pl – to jak już wiecie, osoba którą bardzo cenimy. Jest ona także bliźniaczym umysłem Cezara, przez co  dość często mówią i myślą podobnie. Częściej myślą niż mówią, bo Wera, ostatnio skrytykowała Cezara za nie mówienie do końca o co mu chodzi i hejtowanie dla hejtowania. Straszne to było przeżycie, gdyż dotychczas Cezar uważał, że dość konstruktywnie hejtuje. Przyjął jednak uwagi Wery, i będzie się starał. Nie wiemy jeszcze czy mniej hejtować, czy częściej uzasadniać, ale finalnie udało się dojść do porozumienia z Werą, i całe targi zakończyły się o tak… 😉

Weronika z werxwer.pl z #Brysiami

zawracać dupę

No dobra, czas kończyć to zawracanie Wam dupy naszymi historiami o XI Targach Ogrodniczych Gardenia. Mamy ogromną nadzieję, że koniec końców wystawcy zaskoczą nas i przygotują się do Targów Zieleń to Życie, które odbędą się na początku września w Warszawie [w co niestety szczerze wątpimy].  Albo przynajmniej do 22-24 lutego 2018 kiedy odbędą się kolejne XII Targi Gardenia. Tak czy inaczej nie zabraknie i #Brysiów na obu tych imprezach, i kolejnych kreacji przygotowywanych specjalnie dla Was, ups… relacji. 🙂

Do zobaczenia.

Cesar&Daro

Autor: Cesar&Daro

Redaktorzy naczelni VLOGA miejskiOGRODNIK - popularyzacja ogrodnictwa od zawsze kojarzyła nam się z promowaniem konkretnego stylu życia, dlatego z pasją, tworzymy dla Was kanał na YouTube

15 myśli na temat “xi gardenia od dupy strony”

  1. No i super, Fajnie napisane 🙂 Gardenia mnie też zaskoczyła bałaganem, kiczem i brakiem pomysłów wystawców 🙁 Pozdrowienia!

  2. Ogrody pokazowe na końcu świata to faktycznie nieporozumienie. Rok temu zdziwiłam się, że na końcu świata za ostatnim ciągnikiem i pomiędzy ścianką pełną łopat kryje się coś takiego. W tym roku już świadomie przeszłam na ten kraniec świata, ale przeciętny Janusz z Grażyną jeśli dotarli, to tylko przypadkiem. Akurat ta część targów powinna być mocnym akcentem na wejściu albo przerywnikiem w środku tagów.
    Stoiska jak stoiska. Niektóre iście minimalistyczne w tym złym wydaniu, inne lepsze, ale podejście do klienta bardzo słabe.

    1. I to dokładnie było w naszej relacji. a Ty proszę… w telegraficznym skrócie to ujęłaś 😀

  3. Najlepsza relacja z Gardenii jaką czytałam. Przyjechałam na kilka godzin i nie wzięłam udziału w warsztacie, bo chciałam zobaczyć choć część wystaw. Ale morze iglaków sprawiło, że żałowałam. Z ciekawostek widziałam 3 bambusy bardzo słabej jakości, które pachniały… kocim moczem:( Ale cieszę się, że mogłam się spotkać z Wami na 5SBO:)

    Z ciekawości – byliście kiedyś na IPM w Essen? Jeśli tak – co myślicie o tamtych targach?

    1. Dziękujemy! 😀 Nam również bardzo miło było się spotkać.

      Cezar był w Essen kilka razy, generalnie jest nieco lepiej. W sensie bardziej kontaktowo. Same IPM to też bardziej znaczące targi, zatem i wystawcy z innym podejściem. Choć tak naprawdę naszym zdaniem (zwłaszcza dla blogerów czy vlogerów) dużo lepiej sprawdzają się imprezy typu Chelsea Flower Show.

  4. Drugie podejście do komentarza. Chociaż mało odkrywcze, bo zgadzam się z Wami w 100%. Jedynie mam refleksję, że na tych mniejszych stoiskach przedstawicielom się po prostu chciało. Oni mieli coś do ugrania na tych Targach i to oni właśnie byli najbardziej zainteresowani nami, jako blogerami. Dlatego mój głos na nagrody blogerskie poszedł właśnie na takie stoisko. Bo na …uj mam go oddać na szkółkę, która niczym nie błysnęła?
    Ogród pokazowy to porażka stulecia. Wstyd na całą wieś. Nie dość, że gorzej niż rok temu, to na totalnym wygnajewie, o czym też piszę u siebie 😉 Ale nic to, dla nas te Targi to przede wszystkim okazja do spotkania i poznania się i póki co trzeba tej opcji chyba się trzymać. Do zobaczenia w przyszłym roku 🙂 (do poczytania szybciej na pewno)

      1. Mnie niestety nie będzie 🙁 Młody idzie do pierwszej klasy i nie mogę go olać w takim momencie… Zły termin wybrali. Bardzo bym chciała się wybrać na ZtŻ, ale są sprawy ważniejsze 🙂

        1. Pewnie to oczywiste! To już dwie osoby, które potwierdzają tylko, że termin jest do bani! :-/

  5. Dobrze i z jajami napisane. Ale przynajmniej Poznań ma swoje targi ogrodnicze, bo Eden w Lublinie, obecny prezes targów, już zdążył uśmiercić 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *