warszawa plac

alternatywa dla begonii, niecierpka & starca

Teraz się boję, że mnie nie poznacie. Serio, aż zaczęłam się zastanawiać, czy nie dokleić tu swojej fotki na potwierdzenie tożsamości, bo możecie mieć wątpliwości, czy to ta sama wera. Lubicie czytać jak się nabijam z brzydkich ogrodów? W tym poście tego nie znajdziecie.
A nie, sory, odwołuję, przecież miałam zacząć od sopotu oraz krakowa.

Taki ze mnie wojażer, że hoho. W te wakacje zaliczyłam wuchtę polskich miast – kraków, sopot, inne składowe trójmiasta, a także wiele małych miast powiatowych. I gdybyście zadawali sobie pytanie czym różni się sopot od kr – no na stopro się zastanawiacie i nie wiecie, to informuję, że to jest normalne, że nie wiecie i że się nie domyślacie, ponieważ prawda jest taka, że nie różni się niczym.

W każdym z tych miast znajdziesz kawałek trawnika, na środku wielką czerwoną plamę zbudowaną z nieśmiertelnej bordowej begonii, królowej polskich miast. I ta plama jest obwiedziona starcem. A w doniczce obok, najczęściej pod drzewem, stoi niecierpek.

Człowiek ma prawo zacząć ziewać i nawet jeśli jest psychofanem roślin o srebrzystej barwie to ma prawo znienawidzić starca.

Znienawidzić? No nie, co za wtopa, ja znowu o hejcie, a to przecież miał być najsłodszy post w werowym życiu.

Pozytywne, słodkie sprawy

Tysiąc metrów kwadratowych pozytywnych spraw, takich jak krwiściąg, dzielżan i trampolina, czyli plac powstańców warszawy.

miejska zieleń

 

To może zacznijmy od krwiściągu, który jest superstylową byliną, którą każdy by chciał mieć, choć nie każdy może.

krwiściąg

Skąd to wiem? Bo sama jej pragnęłam. Kupiłam kilka paczek nasion i zasiałam, jednak nie powstała z tego ani jedna roślina.

krwiściąg

Pewnie zdarzyło się tak, że moje nasiona przefrunęły prosto na ten warszawski plac i teraz moje krwiściągi można podziwiać tutaj.

I jeszcze moje wierzby purpurowe – taka sama sytuacja.

wierzba purpurowa

Ale dlaczego wam to wszystko pokazuję? Żebyście zwrócili uwagę na kilka spraw. Oglądanie całkiem udanego fragmentu zieleni to doskonały pretekst do pogawędki o trendach, których możemy się spodziewać w roku 2k18.

sprawa 1 – bylinowy busz

To oczywiście nic nowego, ale rabaty bylinowe nadal będą najbardziej pożądanym sposobem na ogród.

rabata bylinowa

To nie nowość dla nas, ale co z januszem i grażynką?

Wieszcz wera donosi: w 2k18 wydarzy się coś przełomowego. Do tej pory było tak – gdy przypadkowy człowiek – nieogrodnik pomyślał „ogród” przed oczami wyobraźni stawał mu trawnik otoczony żywotnikiem zachodnim smaragd i z bonzajem na środku – to 80% przypadków myślenia o ogrodzie, a tylko w 20 % była to właśnie taka wesoła kolorowa rabata. Oczywiście trzeciej opcji nie ma, od razu uprzedzam pytania.

Teraz wreszcie proporcje mają szansę się odwrócić. Serio uważam, że to będzie przełomowy rok.

sprawa 2 -dzielżan

Dwa posty wcześniej pisałam, że czas na pożegnanie się z jeżówką, ale co będziemy sadzić zamiast niej? Obstawiam dzielżany.

dzielżan

Z wyglądu podobne, jednak trochę bardziej landrynkowe. No i przede wszystkim – nie tak wyeksploatowane. Uwaga, jeżówki już tej jesieni wyrzucamy na kompost lub oddajemy pod opiekę sąsiadce, która nie ma internetu do czasu, aż wrócą do łask.

Znaczy spodziewam się, że domyślacie się dlaczego nie może mieć internetu, ale jeśli nie, to mogę wytłumaczyć.

Sprawa 3 – romantik + landryna

Czyli byliny w wyblakłych, romantycznych kolorach w bezpośrednim sąsiedztwie ostrych, ciepłych barw. Razi was to?

byliny

U siebie mam taki duet. Perowskia i cynia, analogiczny zestaw do tego powyżej. Tylko że ja mam jedną jedyną cynię z zaledwie jednym czerwonym kwiatem, gdyż więcej nasion nie wykiełkowało, więc możliwe, że moja kompozycja jest nieco mniej wymowna od tej powyżej. No ale jestem prekursorem trendu w blogosferze? Jestem.

sprawa 4 – niepiętrowe nasadzenia

Tak się utarło, że pod płotem musisz wsadzić wysoki, jednolity żywopłot, przed nim wysokie krzewy i jedną magnolię, przed krzewami wysokie byliny, a z przodu coś niskiego, najczęściej żurawkę i funkię.

Ale uwaga, czas na zmiany.

plac powstancow warszawy

Zamiast układać rośliny stopniowo wg wzrostu, spróbujmy być bardziej fantazyjni. Co powiecie na fikuśny łan bylin o różnych wysokościach urozmaicony pojedynczymi krzewami i drzewami? Od kilku lat stosuję u siebie i prawda jest taka, że jeśli spacerujesz po ogrodzie w pozycji pionowej, to masz oczy na wysokości 165-190 cm ponad powierzchnią ziemi i jeśli założysz, że twoje największe byliny będą miały 150 cm to nadal masz pewność, że zobaczysz je wszystkie, bo po prostu będziesz ponad nimi. A jeśli po drodze zaliczysz wtopkę i pomylisz się w szacowaniu wysokości, to po prostu pójdziesz po drabinę.

Warunek – te niższe z nich trzeba sadzić w sporych grupach.

 

 

sprawa 5 – byliny wystające na chodnik

Nie trzeba ich przycinać równo z brzegiem kostki. Wiem, że w wielu miastach tak robią, ale serio nie trzeba. Tak samo, jak nie trzeba wszystkiego ciąć w kulkę.

Tutaj przejścia są na tyle szerokie, że możemy swobodnie się poruszać wśród swobodnie rosnących bylin – idealna sytuacja. Nie biegajmy z linijką i nożyczkami, bo nasze rośliny stracą swój niepowtarzalny pokrój! Po prostu zróbmy szersze przejścia. Ale spoko, nawet jeśli nie zrobisz, to chyba nic strasznego, gdy milusia, mięciutka rozplenica muśnie twoją stópkę?

Inna sytuacja u osób iglakolubnych oraz pokrzywolubnych.

jeżówki

No dobra, z tą jeżówką trochę wtopa, ale może nie wystarczyło im dzielżanów i myśleli że nikt się nie połapie jak podstawią zamiast niego jeżówkę? Hmmm, to mogli przynajmniej wybrać inny kolor.

No i teraz podsumujmy cały ten plac, cały ten post i całe to wasze dzisiejsze doświadczenie związane z czytaniem pozytywnego postu prosto spod moich palców.

Wera to miła i słodka osoba

Co prawda nie zawsze jestem aż taka słodka, ale to wynika wyłącznie z tego, że nie mam ku temu okazji. Gdybym mogła częściej oglądać zieleń wykonaną zgodnie z moimi oczekiwaniami, to nie musiałabym bywać nieprzyjemna, bo mogłabym się relaksować wśród piękna przyrody i opisywać swoje różowe doznania.

A tak to muszę brodzić w tych białych kamieniach od iglaka szczepionego na kiju do lawendy wsadzonej na tle białej, drewnianej altany. Chyba rozumiecie, że to może zmienić usposobienie nawet najcieplejszej osoby, a sama taka byłam, dopóki nie spotkałam pierwszej grażyny na swej drodze.

A spotkałam na moich chrzcinach.

 

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *