wypieszczony ogród

ogród w stylu wypieszczonym

Hmm zastanawiam się, czy w ogóle ktoś ma odwagę kliknąć w post takim tytule, ale jeśli już to zrobiliście, to muszę was ostrzec – słowo „wypieszczony” już nigdy nie będzie dla was brzmiało tak samo jak dotąd. Zepsułam już słowo „estetyczny”, teraz czas na kolejne.

Jaki ogród możemy nazwać wypieszczonym? Na pewno nie swój. Obojętnie jaki macie ogród, nawet jeśli siedzicie w nim 24/7/365 i nawet jeśli dbacie o każdy najdrobniejszy szczególiczek, to prawda jest taka, że nawet wtedy nie możecie nazwać go wypieszczonym.

Mój ogród jest wypieszczony

Tego zdania nie znajdziecie w internecie, a to dlatego, że przymiotnika „wypieszczony” można używać tylko w stosunku do nie swojego ogrodu.

WHY?

Przede wszystkim dlatego, że słowo wypieszczony oznacza, że proces pieszczenia został zakończony. Ale prawda jest taka, że gdy raz wejdziecie na drogę pieszczenia, to nigdy nie dotrzecie do jej końca. Nigdy nie będziecie w stu procentach usatysfakcjonowani. Za to możecie zwiać na bok z tej drogi, co sama osobiście zalecam.

Charakteryzacja stylu

starannie przycięte iglaki

Tak bardzo starannie, że żadna gałązka nie odstaje od jego bryły na więcej niż dwa centymetry. Jeśli jednak tak się zdarzy, ogród przestaje być wypieszczonym, a staje się zapuszczonym.

zero chwastów

Dosłownie zero, ani jednej pokrzywy ukrytej między berberysami, żadnej koniczyny w trawniku.

przewaga roślin zimozielonych

Ambitna ogrodniczka już wie, że liście brudzą, w związku z czym chce sobie zaoszczędzić nerwów, unikając jesiennego bałaganu

brak luźnych, pokładających się roślin

To wygląda niechlujnie. Posiadając byliny o luźnej formie, nie daj boże wystające poza starannie ułożone obrzeże z kamienia, nasze rabaty tracą elegancki kształt. A co gdy już się wydarzy ta tragedia i jeden z pędów hortensji bukietowej zmieni kąt nachylenia do podłoża z 90 stopni na 60? Wtedy jak najprędzej należy zbudować stelaż wspierający niesforne gałęzie i przymocować je do niego mocnym, niezawodnym sznurem

żadnych szkodników

Ani jednego ślimaka, ani jednej mszycy, ani jednej muchy. Jeśli piesek, to wyłącznie jork na smyczy o długości <1m. To dlatego, że właściciele takich ogrodów nie mogą sobie pozwolić na żadną dziurę w liściu, ani tym bardziej brązową plamę na jałowcu po kontakcie z pieskiem.

świeżo odmalowane elementy architektury

No przecież żadne zadrapania nie wchodzą w grę. Każdej wiosny, nim jeszcze klematis oplącze nasze pergole, trzeba je odmalować. Na jakiś jaskrawy kolor lub śnieżną biel, żeby od razu było widać, że w tym ogrodzie nie ma miejsce na bylejakość i wszystko odmalowuje się co sezon.

eleganckie rzeźby i fontanny

Również odmalowywane co sezon na śnieżną biel, chyba że mamy ambicję posiadać ogród japoński – wtedy na czerwono. Kolor nie może być wyblakły, a już na pewno na naszych rzeźbach nie może zagościć mech

brak mchu

Mech to najgorsza oznaka zapuszczenia. Nie ma prawa pojawić się idealnym trawniku, nie ma prawa zajmować stylowych rzeźb ani nawet północnej strony pnia szczepionego iglaka. Jednak najgorszą opcją ze wszystkich jest mech między kolorową kostką brukową. Totalnie niedozwolone. Bierzesz nożyk i dłubiesz.

mnóstwo kwiatów jednorocznych

Musi być kolorowo, czerwień powinna bić po oczach. Jako że byliny rosną w sposób niechlujny, niepoprawny i nieelegancki (wyjątek – funkia), a większość kwitnących krzewów śmieci liśćmi, należało znaleźć inne rozwiązanie. W takich ogrodach najczęściej jedynymi spotykanymi kwiatami, oprócz tych na rododendronach, są begonie, surfinie oraz pelargonie posadzone w doniczkach (w kolorze ceglastym) na rabatach, między iglakami. To optymalne rozwiązanie, pozwalające zachować maksymalną kontrolę nad rabatami.

właściciele wypieszczonych ogrodów

Jak już wspomniałam we wstępie, żadna osoba na świecie nie uważa się za właściciela wypieszczonego ogrodu. Nie dlatego, że się wstydzi do tego przyznać sama przed sobą, wręcz przeciwnie. To ideał, do którego się dąży, ale nigdy nie dociera.

Wypieszczenie ogrodu mogą stwierdzić osoby postronne, ale nigdy właściciel. Goście często nie zauważają wstydliwych kącików, na przykład tych, w których mamy kompost albo składzik na narzędzia, często nie zauważą dziurki na liściu naszego czwartego po lewej stronie bukszpanu, dlatego mogą tak powiedzieć, ale właściciel od razu wie, że się mylą. Ich ogród nie jest wypieszczony, jest hardkorowo zapuszczony ponieważ za donicą z pelargonią pod płotem jest ogromna pajęczyna, której nie zdążyliśmy zdjąć. Ponieważ na altanie, pod stołem, jest plama po soku porzeczkowym, z którą jeszcze nie daliśmy sobie rady.

Co ważne

Grupa ludzi używająca takiego słownictwa, takich pojęć, jarająca się takimi bzdurami, najczęściej ogrody wykonała własnymi rękami. Przez to uważa je za gorsze i stawia w opozycji do ogrodów w stylu estetycznym, które najczęściej są wykonane przez profesjonalne firmy ogrodnicze i kosztują powyżej 15 tys złotych.

Przez to wszystko skromni posiadacze wypieszczonych ogrodów czują się gorsi od tych z estetycznymi i starają się im za wszelką cenę dorównać. Jednak czasu jest zawsze za mało, więc w każdym z tych ogrodów znajdzie się wstydliwy kącik – powód kompleksów i nieprzespanych nocy.

Właściciel takiego ogrodu czuje się zawsze przegrany w stosunku do innych, ponieważ ma tylko dwie ręce, którymi nie jest w stanie przerzucić aż 40 ton kamieni (no i nie ma kilku tys zł żeby je kupić), które są niezbędne do awansu społecznego wśród lokalnych działkowców. Nie stać go na kamienie, nie stać go na firmę ogrodniczą, a swój trud ceni znacznie niżej niż pracę firm. Tak samo jak naturalne rozwiązania (ziemia + roślina okrywowa) ceni niżej niż sztuczne (szmata + kolorowa posypka), ponieważ te naturalne są po prostu tańsze i obniżają status człowieka na dzielni.

Bogini właścicieli wypieszczonych ogrodów

To oczywiście maja. Co tydzień w niedzielny poranek pokazuje im jacy są beznadziejni i jak wiele im brakuje do ogrodu marzeń. Przecież maja nie pokazuje normalnych ogrodów, ona pokazuje ogrody rodem ze snów o wygranej w totolotka, czyli ogrody dla milionerów.

Siedzą przed tv i patrzą bezkrytycznie na te cuda, marząc o kilkudziesięciu tysiącach zł. Myślą, że hajs pozwoliłby na awans w społeczności działkowców.

I najgorsze jest to, że to prawda. Serio by tak było. 30 ton białego otoczaka, 10 ton szarego łamanego kamienia i kilkadziesiąt worków zrębków w różnych kolorach rozwiązałoby ich problemy i zaleczyły kompleksy, choć na chwilę.

to co robić??

Werowe serce mówi: to czy się czujesz dobrze w swoim ogrodzie nie zależy od pieniędzy. To co pokazuje maja to nie jest ideał. Nie musisz do estetyki ogrodu podchodzić tak serio, nie musisz być taki szczegółowy.

Pozbądź się nerwicy natręctw, to może wtedy choć trochę ucieszy cię czas spędzany w ogrodzie, a nie tylko sporadyczne komplementy sąsiadki zza płotu.

Ale psychoterapię dla osób po estetycznym praniu mózgu zostawię na inny post.

 

 

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *