zwiędły kaktus

uprawa kaktusów to nie jest bułka z masłem

Znacie te śmieszne kawały, że na przykład jedna koleżanka mówi drugiej koleżance, że nie może mieć domowych kwiatów, bo ona nawet umie kaktusa zasuszyć? Haha, tak, to bardzo śmieszny kawał, a kiedy już wstaniecie z podłogi na którą się obaliliście ze śmiechu, to przeczytajcie jakie są kaktusowe realia.

Najpierw trochę historii. Gdy byłam słodkim gimbuskiem, miałam kolekcję kaktusów, chyba z pięć, więc sami widzicie że niemało, ale chyba miałam je dość krótko, bo nawet nie pamiętam jak wyglądały. I chyba nie były dla mnie zbyt ważne, bo nie mam żadnego selfie z nimi, chociaż to może też być dlatego, że wtedy jeszcze nie było aparatów z przednim obiektywem, a odwrócić aparat to nie jest prosta rzecz.

Później nie miałam kontaktów z kaktusami, aż do roku 2017.

Dlaczego ktoś miałby kupować kaktusy?

I dlaczego ja to zrobiłam? To całkiem prosta i zwyczajna historia rodzinna.

Moja siostra ma dwa bobasy, które szczególnym umiłowaniem darzą parapety oraz wspinaczki. Połączenie tych dwóch pasji grozi defenestracją (wylot przez okno). I w takiej sytuacji, zamiast montować kraty w oknach lub przeprowadzać się do piwnicy, można zastosować inną sztuczkę – kupić dwa kaktusy po jednym na każdy parapet w pokoju bobasków. Kaktusy kłują, więc kontakt z parapetem zaczyna się źle kojarzyć i bobasy wracają do zabawy grzechotkami, zamiast myśleć o fruwaniu.

No i kupiła dwa kaktusy, a cezar powiedział że są brzydkie i poszedł wybrać inne i cała ta historia skończyła się tak, że wzięła te ładne wybrane przez ceza a z brzydkimi nie miała co zrobić, więc ja je wzięłam, bo zawsze się lituję nad brzydkimi krzewami i kwiatami i wszystkie je przygarniam, co niezbyt dobrze wpływa na urodę mojego ogrodu, ale za to dobrze na ich zdrowie.

A teraz z powodu wspaniałego, dobrego oraz litościwego serca mam nie tylko brzydki ogród, ale i dom.

Koniec wstępu

 

Dwa tygodnie temu puchłam z dumy, ponieważ okazało się, że kaktusy rosną jak na drożdżach. Podwoiły swoją objętość i na dodatek zaczęły wypuszczać od dołu dodatkowe gałęzie (tak to się nazywa??), więc myślałam, że oto zostałam mistrzynią uprawy kaktusów.

Stanęłam na podium, przyjęłam złoty medal, zaczęłam pisać relację z tego wspaniałego wydarzenia, a gdy po wszystkim wróciłam do domu, okazało się że ten piękny tytuł muszę zwrócić.

 

smutny kaktus

 

Zdechła mi połowa jednego kaktusa, czyli jedna czwarta całej mojej kolekcji. Szok.

A przecież dbałam jak należy, czyli:

  • pozwoliłam im zostać w ich starych domkach (znaczy doniczkach), do których przywykły i które na pewno pokochały, mimo tego, że nie są różowe, a na naklejkach nie widnieją jednorożce, lecz kod kreskowy wraz z ceną detaliczną oraz hurtową. Jest to wygodne, gdyż jeśli będę je chciała sprzedać, nie będę musiała naklejać swoich naklejek, tylko dopiszę na końcu trzy zera i będzie się zgadzało.

zwiędły kaktus

Aha, no i oczywiście jeszcze skreślę przecinek, gdyż z przecinkiem nie miałoby to sensu, co potwierdzi każdy matematyk i matematyczka.

  • wybrałam idealne miejsce, czyli moje biurko, a konkretnie ustawiłam je między kompem, lampą, obrazkiem z flamingiem, temperówką oraz figurką cupcaka. Wydawało mi się, że takie ustawienie to szczyt sprytu, bo przynajmniej wiedziałam kiedy mają za sucho i kiedy podlewać – gdy miały za sucho, ziemia w tych oto stylowych doniczkach robiła się tak lekka, że wystarczyło tylko przesunąć kompa o dwa milimetry, czy też mocniej odsapnąć podczas pisania postów na blog i kaktusy się przewracały. I taki fikołek w wykonaniu kaktusa mówił jasno – wera podlej kaktusy, bo jeśli tego nie zrobisz, będziesz musiała przestać oddychać, żeby mogły stać prosto i się nie przewracać od twojego sapania
  • znalazłam sprytny sposób na podlewanie, totalny mindfulness, no mówię wam. Wlewałam do tego podstawka wodę, wstawiałam do środka doniczkę z kaktusem i patrzyłam jak woda powoli znika z podstawka i wsiąka w ziemię

podlewanie kaktusa

I gdy cała woda zniknęła, znowu wlewałam i wstawiałam drugiego kaktusa.

Ale musicie znaleźć inny sposób na mindfulness, bo ta metoda podlewania pozbawiła mnie 1/4 mojej kolekcji kaktusów, no i w efekcie ja też muszę znaleźć inny sposób, bo ten ewidentnie zabija.

Aha, i jeszcze dodam, że nie można podlewać od góry, bo średnica podstawy kaktusów wynosi tyle samo mm, co średnica doniczki, czyli woda i tak nie miałaby szansy trafić na podłoże. Kontakt z ziemią jest możliwy wyłącznie od dołu.

Nowy system pielęgnacji kaktusów

Pewnie logika wam podpowiada, że wystarczy wlewać do podstawka połowę dotychczasowej porcji wody, to wtedy kaktusy nie będą gniły. Ale uwaga, to niewiele pomoże, bo po kilku dniach znowu będą się przewracały, a ja będę musiała znosić to przewracanie, bo gdy znowu nasączę je wodą, to kolejne gałęzie (?) będą umierać od nadmiaru wody.

Mogę też przymocować ciężarek, żeby nie były takie przewrotne, ale gdzie znajdę ciężarek w podobnym stylu do tych oryginalnych doniczek?? Co by mogło pasować?

I mogę też je przesadzić do nowych doniczek, ale wtedy moja uprawa straci swój niepowtarzalny urok.

Nadzieja na przyszłość

Oto rośnie następca utraconej jednej czwartej. Zobaczcie jaki słodki i milutki i pełny życia.

kakstus więdnie

 

A teraz czas na wyznanie i prośbę o poradę

Wyznanie: nie mam pojęcia o kwiatach domowych doniczkowych, więc nie wiem co robić, żeby mój cenny kaktus warty 550 000 zł żył nadal i w przyszłości przyniósł mi zysk. Help, poradźcie coś, a odpalę wam 10% od ceny sprzedaży, co jest niebagatelną stawką – 55 000 zł.

Ok, otwieram mesendżera i czekam na spragnionych hajsu. Tylko szybko, zanim ten milutki, słodziutki młodzieniaszek się zmarnuje.

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *