pięknotka fioletowe kulki

różowe i fioletowe koraliki w jesiennym ogrodzie – top 3

Biżuteria ogrodowa to nie tylko tandetna błyszcząca kula na druciku, to nie tylko różowy flaming rodem z biedronki, to nie tylko szklane butelki nadziane na bambusowy patyk. Dziś przyjrzymy się nieco innej biżuterii – stuprocentowo naturalnym koralom wiszącym na drzewach i krzewach. Które z nich są najlepsze, czyli najbardziej różowe?

Wiadomo, że ogniki, irgi, ostrokrzewy to nie jest coś, co mogłoby mi zaimponować. Czerwone oraz pomarańczowe kulki, którymi obwieszone są te rośliny nie są odpowiednie dla osoby, która latami zmagała się żółtofobią, czyli lękiem przed roślinami zabarwionymi na ciepłe kolory.

Owszem, powoli oswajam się z tymi odcieniami, przecież w tym roku zasiałam w swoim ogrodzie prawdziwe słoneczniki, a nawet wsadziłam dwie kwitnące na żółto byliny, ale panie, gigantyczna pomarańczowa chmura, w którą co roku zamienia się każdy ognik, to już przesada, to coś nie na werowe nerwy. Jeszcze nie teraz.

Ten wstęp jest konieczny, żebyście mogli zrozumieć, skąd akurat takie rośliny w moim zestawieniu. Każda z nich ma owoce w totalnie unikatowym kolorze, trochę różowym, ale też fioletowym. Same piękności, zobaczcie sami!

#1 śnieguliczka

Śnieguliczkę z białymi owocami większość z nas kojarzy z czasów dzieciństwa, ja też nimi strzelałam i też trochę się ich bałam, ale teraz już nie ma powodu do lęku, bo nie ma mnie kto nimi oblepić. Ojoj, to już druga fobia do której się przyznaję w tym poście. A co jest najlepsze na fobie? Śliczne, pastelowe kuleczki.

 

śnieguliczka różowe kulki

 

No właśnie, śnieguliczka nie musi być strasznym białym potworem z dziecięcych koszmarów, może być różową przyjaciółką! Wiedzieliście, że są różowe śnieguliczki? Gdy ja się tego dowiedziałam, prawie umarłam, a że miałam takie szczęście że to umieranie nastąpiło w centrum ogrodniczym, mogłam natychmiast się z niego wyleczyć (tak, umieranie można leczyć). Leczenie polega na włożeniu doniczki ze śnieguliczką do koszyka, wędrówkę w kierunku kasy, a następnie montaż nowego nabytku w ogrodzie. (LEKARZE JEJ NIENAWIDZĄ!! WYNALAZŁA LEK NA UMIERANIE!!)

#2 pięknotka

Ta historia jest mniej dramatyczna, ponieważ z pięknotką nie zapoznałam się w miejscu publicznym, lecz siedząc na kanapie i oglądając internet. Wtedy myślałam, że ten śliczny, fioletowy kolor to fotoszop, właściwie to długo tak myślałam, dlatego miałam czas na oswojenie się z jej nieprawdopodobną pięknością. Później ktoś mi powiedział, że ona serio jest taka fioletowa. A ja mu uwierzyłam.

 

pięknotka fioletowe kulki

 

I tym sposobem moja kolekcja krzewów z kulkami w odlotowych kolorach powiększyła się i to aż o sto procent.

Dodatkowo musicie zwrócić uwagę na liście pięknotki, które się idealnie komponują z odcieniem kulek. Pięknotka byłaby totalnie piękna nawet bez owoców, z samymi liśćmi.

#3 trzmielina pospolita

Mam trzmielinę, ale nie w swoim ogrodzie, co jest trochę smutne i trochę dziwne. Rośnie nieopodal ogrodu i zabieram się za przesadzanie jej już od kilku lat, ale sprawa jest przegrana, ponieważ mam w zwyczaju przesadzać wiosną, a wiosną totalnie o tym nie pamiętam bo nie zwracam na nią uwagi. Później przychodzi lato, a trzmielina nadal jest najnudniejszą rośliną świata (no dobra, nie aż tak jak hortensja bukietowa) i dopiero jesienią robi szał. Wtedy ją zauważam i mówię – olaboga, wera, znowu jej nie przesadziłaś. Taka historia.

 

trzmielina

 

No i ta trzmielina ma również różowe owoce. To sprawia, że muszę ją mieć i że już ustawiłam sobie budzik w telefonie na 23 marca 2k18 z notatką „przesadź w końcu tę trzmielinę, bo znowu na jesień będziesz beczeć”. Czyli sprawa załatwiona.

I jeszcze owoc pozakonkursowy

Czyli rajskie jabłuszko. Też jest ładne i znalazło się w moim ogrodzie w przedziwnych okolicznościach, ale tę historię opowiem wam innym razem, no chyba że ktoś z was zgłosi, że nie może spać z niecierpliwości, to może się nawet pospieszę.

 

rajskie jabłuszko

 

Koniec przeglądu, nie wiem czy uszeregowałam je w odpowiedniej kolejności. Trzmielina jest dopiero na trzecim miejscu głównie z tego powodu, że jej jeszcze nie mam, więc na razie kocham ją trochę mniej niż śnieguliczkę, czy pięknotkę, z którymi codziennie mogę się zaprzyjaźniać coraz bardziej, a do trzmieliny mam ze sto metrów odległości, więc rozumiecie, że nie zawsze mi się chce.

Rozważam również zrobienie rankingu #top3 najładniej przebarwiających się drzew, ale nie mam na razie zdjęć, chyba że wezmę je ze stoka, tak jak fotkę trzmieliny powyżej, hmm.

Wiem, że to trochę żenujące, że trzmielina ze stoka, ale jak już pisałam, mam kawałek drogi do tej trzmieliny i nie chciało mi się iść, a tak kliknę raz, kliknę drugi i załatwione.

Dobra, koniec, bo czuję że zaraz podpadnę. Zmieńmy temat. Znacie jeszcze jakieś różowe owoce? Maliny się nie liczą jakby co.

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *