oczko wodne

werowy ogród 11/17

Listopad to zupełnie wyjątkowy miesiąc. Od pozostałych różni się tym, że przestaję się zastanawiać na tym, jaką nową roślinę sobie wsadzę na rabatę. Zamiast roślin, szukam teraz ryb które chciałby zamieszkać w moim zupełnie nowym oczku wodnym.

 

No jak tam, ilu z was marzy o oczku wodnym? I od razu mówię, że rozmowa nie jest o wypierdkach o wymiarach 30×30 cm, ani nawet o ministawikach 120×100 cm. Mowa jest o prawdziwym oczku wodnym, które będzie prawdziwą wodną atrakcją, a nie jakąś nędzną namiastką.

Ja już mam oczko albo nawet ocean

Z zamiarem założenia oczka wodnego nosiłam się od dawna, jakieś 4 lata, ale wciąż nie mogłam znaleźć odpowiedniego miejsca. Słoneczne miejsca są podobno nieodpowiednie, a cienistych było mi szkoda, bo w tych cienistych rozkładam koc i leżę.

I nagle moje marzenie się ziściło – ogród wzbogacił się o oczko wodne i to nie byle jakie. Wymiarami przypomina spore morze, albo jeden z mniejszych oceanów. Na dodatek moje nowe oczko samo sobie znalazło miejsce dla siebie, więc nie muszę się już głowić który zakamarek ogrodu jest odpowiedni dla zbiornika wodnego.

A najlepsze jest to, że nic nie musiałam robić. Wystarczyło usytuować ogród w odpowiednim miejscu, czyli w takim, gdzie gleba jest bardzo ciężka. Sprzyjającym czynnikiem okazali się również budowlańcy budujący nową drogę tuż obok, gdyż zasypali wszystkie rowy w okolicy.

No i teraz mój ocean prezentuje się tak:

 

ogród tonie

 

A z drugiej strony tak:

 

oczko wodne w ogrodzie

 

Skutki posiadania oceanu są takie, że

  • flamingi wreszcie są szczęśliwe
  • wstawiam w tym poście 3 zdjęcia zamiast 14

Jeśli śledzicie posty spod hasztagu #werowyogród, to wiecie, że to jedyna seria postów, w której zdjęć jest dużo, ale dziś musi być inaczej, ponieważ nadal nie mam kaloszy, a w adidasach nie mam odwagi tam wejść. A skoro nie mam jak wejść, to nie mogę zrobić zdjęć moim pięknym kwiatom, dopóki nie kupię sobie drona, który przefrunie nad tą bezkresną wodą i zawiśnie nad wspaniale kwitnącą kocanką i innymi kwiatami, których jest tam na pewno wiele, ale ja nie mogę ich zobaczyć.

Czyli muszę iść na zakupy i kupić drona. Albo kalosze, nie wiem co wyszłoby korzystniej, muszę porównać ceny.

 

oczko wodne

 

Za tymi tujami na pewno kryją się wspaniałe, olśniewające łąki kwietne, a ja nie mogę ich dojrzeć, bo nie mogę tam pójść #smutnawera,

I jedyne co mnie teraz rozwesela to fakt, że mogę założyć hodowlę karpi – sądzę, że jak zacznę pierwszego dnia grudnia, to akurat podrosną do wigilii na tyle, żebym mogła je jeszcze komuś wrzucić na wigilijny talerz.

Tak, w tym roku będę sprzedawać nie tylko choinki, ale i karpie. To brzmi jak dobry plan.

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *