ogrod wery

werowy ogród – jak się prezentował na insta w roku 2017?

Odpowiedź: ładnie się prezentował. Oczywiście to nie przypadek, lecz wytężona werowa praca oraz filtry vsco.

Nie no, wiadomo że z tą pracą to przesada, prędzej nazwałabym to radosnym pląsaniem z telefonem pośród kwiatów – taka to robota.

Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, mój ogród nie należy do najurodziwszych, ale też coraz mniej zależy mi na jego urodzie. Zamiast ładnego ogrodu, którym mogę się chwalić na fotkach, chcę mieć po prostu miejsce do swoich wesołych zabaw z łopatą, spacerów z różową taczką i eksperymentowania z coraz to nowymi warzywami i kwiatami.

Więc dlaczego na instagramie prezentuje się dobrze?

Bo to po prostu kolejny rodzaj rozrywki – zorganizować wszystko tak, by ładnie wyglądało w kwadracie. Z lewej strony czerwony buk, z prawej zielony świerk, na środku hamak, a na hamaku zadowolona ogrodniczka. Takie zdjęcie wygląda na zrobione mimochodem, ale w realu przestawianie hamaka, flamingów i przesadzanie dwudziestoletnich drzew tak, by wszystko ładnie mieściło się w kadrze kosztuje trochę wysiłku, jednak jest to taki wysiłek, który naprawdę polubiłam.

Dlaczego więc nie wstawiam brzydszych, ale za to bardziej prawdziwych zdjęć?

Bo to byłoby dla mnie za nudne, nie w sensie estetycznym, tylko z powodu procesu roboczego, który ograniczałby się tylko do stanięcia pośród tego całego bałaganu i zrobienia zdjęcia.

Do tej pory całą brzydotę pokazywałam na instastory. Nie wiem, czy byliście ze mną wiosną i latem, ale wtedy prawie codziennie chodziłam po ogrodzie z telefonem i po prostu robiłam sobie z niego bekę. Jednocześnie muszę was zapewnić, że naprawdę nie mam mu za złe jego brzydoty, ale skoro już jest, to ponabijać się można.

Od niedawna tuła mi się po głowie taka wizja, by pokazywać wszelkie niedostatki urodowe ogrodu również na profilu na insta, a nie tylko na instastory, jednak muszę się wam przyznać, że po prostu nie potrafię na razie podejść do tego kreatywnie. Jednym słowem – muszę na to znaleźć jakiś sposób, by mogło to być brzydkie, ale zarazem żeby było widać indywidualne podejście do tematu.

No i jest jeszcze taki problem – obojętnie gdzie bym postawiła swoją różową taczkę, tam od razu jest pięknie, a brzydota odchodzi w jej różowy cień #takaprawda. Więc trudno pokazywać brzydki ogród z ładnymi przedmiotami, muszę na to znaleźć sposób, żeby wszystko się zgrywało (zostać wandalem i wydłubać oko flamingowi oraz rozpruć hamak usuwając z niego różowe paski i zostawiając tylko czarne?).

Wiele wyzwań w roku 2018

Nadal będę prowadziła (razem z C i D) profil na insta pod nową nazwą (ale ze starym kontentem) @miejskiogrodnik, ale do tego dojdzie też @miejskiogrodnik_backstage, na którym nie będzie tylu ładnych zdjęć, tylko fotki bardziej zza kulis.

No i zastanowię się jak prezentować swój ogród – może stworzę mu zupełnie nowe konto w nieco bardziej hipsterkiej stylówce? Bujne krzewy, dużo chwastów, robaczywe owoce, wuchta błota, jakoś tak to widzę. Chcecie to oglądać?

Czy po prostu skupić się na czynnościach wykonywanych w ogrodzie, bo przecież po to go mam, żeby w nim miło spędzać czas, a nie żeby ładnie lub brzydko wyglądał. Czyli w ogóle olać wygląd, a skupić się na doświadczaniu.

OMG, nowy rok już za dwa dni, a ja jeszcze żadnej rozterki nie rozwiązałam. Na szczęście mam jeszcze dwa miesiące, mam nadzieję, że będziecie w tym czasie ze mną i podrzucicie jakieś wskazówki, bo wiosna lada dzień.

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *