rocznica mojego debiutu w TV – dopiero teraz wam o nim opowiem

Tak moi drodzy, to już rok i jeden dzień – dokładnie pierwszego dnia stycznia roku 2017 był ten moment, kiedy z nikomu nie znanej wery stałam się gwiazdą równą zenkowi, temu który śpiewa disko polo, czyli martyniukowi. Wystąpiłam wraz z nim, w jednym momencie w TV, a nawet nie musiałam się przy tym napocić tyle, co jego tancerki. Jak to się stało? Jakim cudem dostąpiłam tej chwały? Już tłumaczę.

Otóż jak prawdziwa polka marzyłam o sylwestrze z prawdziwego zdarzenia. Umówiłam się więc ze znajomymi, którzy na pewno wolą zostać anonimowi, nie dlatego, że się mnie wstydzą, a jedynie dlatego, że się obawiają, że ich również oślepią błyski fleszy.

No i się umówiliśmy na bifora w chacie, a potem mieliśmy iść na miasto, a może tylko mnie tak wkręcali z tym miastem, nie wiem. Było to w sylwestrową noc.

Siedzieliśmy kulturalnie na kanapie / krześle / podłodze / balkonie i niecierpliwie wpatrywaliśmy się w pikolo stojące na środku stołu. Kiedy w końcu będzie dwunasta?

Ktoś zaproponował, że może jest za mało balonów i że może powinniśmy nadmuchać więcej. Ja mówię, że nie widzę przeszkód i dawaj te balony. Okazało się, że nie są to zwykłe balony dla przeciętnie wysportowanych ludzi, tylko są to balony – kiełbasy, które nadmuchać własnymi płucami i ich przy okazji nie rozpruć, może tylko olimpijczyk z kenii. Na szczęście byłam świeżo wysportowana, bo przecież cały grudzień sprzedawałam choinki, a wiecie, że to wymaga więcej wysiłku niż maraton, czy też sprint.

Chuchnęłam lekko i kiełbasa nadmuchana, ale okazało się, że najtrudniejsze dopiero przede mną, gdyż z tej kiełbasy należało ukręcić jakąś figurę, na przykład psa albo żyrafę albo motyla. Tu już nie wystarczy kondycja ze stali, trzeba mieć jeszcze iq>300, na szczęście ja mam 365.

Ukręciłam psa, zresztą bardzo atrakcyjnego i na dodatek wygodnego w sylwestrowym użytkowaniu ponieważ nie bał się petard, więc się nie spinał, gdy było słychać huk, polecam.

Jedyny minus – sam może być powodem niezłego huku, gdy jest niewłaściwie używany.

Drugi aspekt sylwestrowej historii

Czyli tło dla tych wydarzeń. Wyobraźcie sobie, że jak prawdziwa polka marzycie o wspaniałym sylwestrze. Płacicie podatki – dochodowy oraz vat, a oprócz tego również abonament telewizyjno-radiowy (mam nadzieję, że ten rodzaj abonamentu jeszcze istnieje, bo przecież wysyłam hajs co miesiąc do telewizora  chyba nie okaże się, że jest marnowany?).

I taka osoba ma takie marzenie – sylwester z gwiazdami w telewizorze. Chce obejrzeć sylwester z polsatem, ale okazuje się, że prowizoryczny TV, złożony z monitora do kompa i anteny za 15 zł odmawia współpracy i co wtedy należy zrobić, kiedy nawet comiesięczne płacenie abonamentu na telewizor nie pomaga i dlaczego nie jest tak, że po 10 latach regularnego płacenia przysyłają ci nowy telewizor? Na coś ta kasa chyba musi iść, na co, jak nie na nowe telewizory dla prawdziwych polek?

Nie było nowego telewizora, więc należało poradzić sobie inaczej, czyli tak: jedna osoba stoi na balkonie, trzymając jedną ręką antenę, a drugą drzwi, żeby się nie zamknęły, a druga osoba siedzi przed monitorem i zdaje relację czy są postępy w regulowaniu obrazu. Nie ma postępów, polsat nie chce być widoczny, nie chce być przez nas oglądany. Co innego dwójka, tu wszystko gra i śpiewa. W takim razie musimy zostać z dwójką.

Wszyscy zadowoleni siedzą i oglądają wymarzony sylwester z gwiazdami, trochę przerywa, ale ogólnie jesteśmy w stanie rozróżnić, czy w danym momencie występuje maryla rodowicz, czy krzysztof krawczyk, czyli jest ok.

Tło + balonowy pies = nowa gwiazda

Rozumiecie chyba, że moje uszy były już styrane tymi wszystkimi piosenkami i wygibasami gwiazd na scenie, dodatkowo mój mózg był sponiewierany przez pikolo, bo już było po dwunastej. Ale wtedy do moich zmęczonych uszu i niedysponowanego mózgu dotarły urywki pewnej wiadomości. Urywki nie dlatego, że rwał się film w mej głowie, tylko dlatego, że rwał się obraz z powodu anteny za 15 zł, przysięgam.

Wiadomość brzmiała tak – czekamy widzowie na wasze zdjęcia, pokażcie jak się bawicie. Oczywiście z powodu zakłóceń (anteny) zobaczyłam i usłyszałam tylko 30% tej wiadomości, ale nawet tyle mi wystarczyło, by się podekscytować i z zapałem złapać za psa i krzyknąć do niego – balonowy psie, teraz cała polska nas pozna!

Zrobiłam sobie kilka selfie – kilka z psem, kilka z serpentynami i wysłałam to, na którym wypadłam najatrakcyjniej & najprzytomniej. Dopisałam jakieś życzenia dla ściemy, że niby nie zależy mi na fejmie, tylko na tym, by zbawić świat i poszło.

No i teraz czekam.

I czekam.

Czasami się denerwuję, bo przerywa obraz i nic nie widzę.

Potem bardziej się denerwuję, bo nie mogę w skupieniu wysłuchać piosenki zenka martyniuka, bo co chwilę przerywa.

W końcu mówię, gdzie to zdjęcie?? Miałam być gwiazdą tv. Ja, a nie zenon.

Pokazują tam zenona, a oprócz niego zdjęcia balangowiczów jedno za drugim, a mnie nie.

Zdenerwowałam się i mówię – basta! Tak dalej być nie może. Napisałam wiadomość z sapankami do dwójki, że ja się męczę, dmucham tego metrowego balona, budzę całe swoje 365 iq, żeby sprawnie go poskładać w psa, a oni co, nie widzą czego dokonałam??

Po którejś z kolei wysłanej przeze mnie wiadomości, w której opowiadam o swych życiowych dokonaniach, w tym o regularnym płaceniu podatku i abonamentu, wreszcie mi odpisali.

„przecież puściliśmy twoje zdjęcie o godz. 1.16”

Aż podskoczyłam – jak to, ja tego nie widziałam?? Nie spuszczałam oka ani ucha z telewizora, w takim razie winna musiała być antena, która poakzywała tylko to co chciała, a akurat jak byłam ja, to nie pokazała.

Pobeczałam chwilkę, że nie widziałam i odpisałam im, żeby puścili moje zdjęcie (yyyy, znaczy życzenia noworoczne ze skromnie dołączonym zdjęciem) jeszcze raz, bo przerywa mi obraz z powodu anteny i nic nie widziałam, ale nie odpisali mi do dziś.

I mimo tego, ze nie widziałam siebie na ekranie, to wy wszyscy na pewno mnie widzieliście, bo na pewno nie macie telewizora w stylu DIY, tylko normalny tv ze sklepu takiego jak saturn albo media ekspert, złożony w jedną wielką, czarną całość ze sprawną anteną, która wyświetla 100% obrazu i 100% dźwięku, chociaż przy występach niektórych gwiazd – wszystkich? – mogliście tego pożałować, bo tak naprawdę sprawny TV i antenka mogą się przydać tylko do bezstratnego oglądania wery.

Podsumowanie występu

Był to wielki zaszczyt i chwała, ale też i spora trauma, dlatego opowiadam wam o tym dopiero teraz. Nie wiem kiedy znowu porwę się na kolejne telewizyjne występy, może do następnego sylwestra rany się zagoją? W każdym razie nie wyrzucajcie telewizorów, bo kiedyś jeszcze mogą się przydać.

 

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *