bonai

czym się różni bonsai od bonzaja?

Bonsai kocham wielką miłością, bonzajów nie znoszę, ale werowe losy się tak potoczyły, że bonsai nie mam, a bonzaje owszem. Z tego artykułu dowiecie się jak je odróżnić i dlaczego posiadanie bonsai to plus 100 do lansu, a bonzaja minus 5346282362827.

Wiecie co, kiedyś już napisałam post o tym tytule i nawet sobie myślałam, ze go po prostu skopiuję, ale od 2015 roku tyle się zmieniło, że ja widzę, że muszę do tematu podejść od zupełnie innej strony, bo ta przedziwaczna moda na bonzaje zamiast umrzeć wraz z latami dziewięćdziesiątymi, wciąż się poszerza i, co najgorsze, zawirusowuje kolejne, zdawałoby się, zupełnie niekiczowate osoby, które do tej pory uchodziły, a  teraz jedynie chciałyby uchodzić za stylowe i godne brania z nich przykładu.

I jeszcze gorsze info – bonzajowa moda trafiła w 2k17 na instagram i jeśli pewnego dnia okaże się, że bonzaje zostały #instafriendly roślinami, to będzie właśnie ten dzień w którym spełni się przepowiednia z książki paula koelho pt. „weronika postanawia umrzeć”.

Ale porzućmy na chwilę czarne scenariusze i zacznijmy od podstaw.

Bonsai – co to?

i tutaj zacytuję samą siebie z roku 2015:

w wolnym tłumaczeniu oznacza „drzewo w naczyniu”. Roślina i naczynie powinny stanowić jedność, współgrać ze sobą i uzupełniać nawzajem. Drzewo należy uformować w taki sposób, by wyglądało jak pomniejszona wersja drzewa tego samego gatunku występującego w naturze.

Przykłady:

 


Bonsai to sztuka formowania drzew wywodząca się z azji i ta sztuka jara mnie od czasów, gdy jeszcze z plecaczkiem z podobizną pocahontas biegałam do zerówki. Gdyby robili wtedy plecaki z bonsai, to na bank miałabym właśnie taki jako totalna psychofanka, ale w tamtych czasach można było mieć na plecaku albo pocahontas albo króla lwa. Bohaterzy z azji niestety nie byli tak popularni jak ich amerykańska koleżanka i afrykański kolega.

A teraz przejdziemy do tych gorszych rzeczy from PL.

Bonzaj – co to

Najprościej i najkrócej:  straszydło. W stu procentach przypadków jakie widziałam było to drzewo iglaste, nigdy liściaste. Najczęściej żywotnik, cyprysik lub jałowiec. Bonzaje mogą mieć nawet kilka metrów wysokości, co powoduje, że straszą wtedy nie tylko na swoim podwórku, ale są również widoczne w całej okolicy.

Na czym polega januszowa sztuka tworzenia bonzajów i skąd taki kosmiczny pomysł w głowie janusza oraz grażyny?

Najczęściej powodem stworzenia bonzaja jest choroba grzybowa iglaka (myśleliście że napiszę choroba „janusza”?), która powoduje zbrązowienie większości liści (igły to też liście), w związku z czym janusz postanawia je usunąć, zostawiając tylko zdrowe. A że najzdrowiej zazwyczaj wyglądają końcówki pędów, janusz usuwa wszystko poza wierzchołkami, następnie formując te wierzchołki w fantazyjne obłoczki oraz poduszeczki.

Jednocześnie muszę dodać, że nie zawsze przyczyną tworzenia bonzajów jest choroba iglaka, bo zdarza się również formowanie tych wytwornych figur z roślin zdrowych. W każdym razie efekt tych działań, niezależnie od przyczyny, zazwyczaj wygląda podobnie, czyli mniej więcej tak:

 

czy różnica między bonsai a bonzajem jest wyraźna?

Bonsai są piękne, a bonzaje brzydkie. Choć oczywiście zdarza się spotkać wśród bonsai fatalnie wykonane karykatury, to w przypadku bonzajów sytuacja wygląda inaczej – każdy z nich jest karykaturą na swój sposób, a gustowny bonzaj to po prostu oksymoron i jeśli kiedykolwiek usłyszycie ten epitet albo jeśli usłyszycie „stylowy bonzaj” albo „estetyczny bonzaj” to możecie w ciemno założyć, że to sarkazm albo rak mózgu oraz oczu.

Jeśli nadal macie jakikolwiek problem z rozróżnieniem, wystarczy że zapamiętacie jeden fakt – bonsai nie istnieje bez pojemnika (bon – płaska taca lub pojemnik, sai – roślina; chiń. penjing), czyli wszystko co rośnie w gruncie nie może być nazywane tym mianem.

Natomiast słowo bonzaj to zlepek dwóch zupełnie innych pojęć – nie naczynie + roślina, lecz janusz + nożyce.

Mam nadzieję, że rozwiałam wszelkie wasze wątpliwości i że już zdaliście sobie sprawę z tego, że bonzaj nigdy nie zastąpi bonsai, chyba że na halloweenowym przyjęciu.

 

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *