gardenia 2018 – relacja #part1 – przygotowania

Co roku przybywam na gardenię w innej roli – raz jako córka szkółkarza, raz jako właścicielka firmy zakładającej ogrody, raz jako młoda, niedoświadczona blogerka, raz jako naczelny komentator ogrodniczej rzeczywistości w PL, ale nigdy nie byłam na gardenii tak bardzo jak w tym roku – totalnie od środka. Dlatego ta relacja będzie inna niż co roku i o wiele mniej blogerska niż zwykle.

Najpierw wam powiem, jak gardenię widziały/widzą moje poszczególne wcielenia. Zauważcie jak pięknie i zgrabnie układa się to wszystko w logiczny ciąg, ale jeśli nie chcecie zauważyć, przeskrolujcie od razu do nagłówka „przygotowania do #fpo”.

Córka szkółkarza

Widzi niemal same rośliny. Jeśli twój ojciec zajmuje się produkcją iglaków, chodzisz po pawilonie 3 i 3a i oglądasz iglaki. Patrzysz na poczynania konkurencji i podpatrujesz. Jeśli chodzisz dłużej niż 15 minut, dociera do ciebie, że iglaki to jest najgorsza z roślinnych odnóg – przestarzała, skostniała, szara i smutna, mająca w sobie najmniej życia i ogrodniczej radości. I nawet jeśli starasz się ją rozweselić poprzez tworzenie kolejnych odmian na coraz wyższym levelu pstrokatości, to nadal jest to smutne, tylko w coraz bardziej zatrważający sposób.

Właścicielka firmy ogrodniczej

Spacerujesz sobie wesoło, wyglądając kolejnych ciekawostek, które można zastosować w ogrodach klientów. Interesują cię zarówno rośliny, sprzęty do pracy, jak i obrzeża, kostka i farbowany grys ozdobny (grys tylko wtedy, jeśli akurat tworzysz scenografię do horroru). Zdobywasz mnóstwo kontaktów i w ten sposób rozwijasz swoją firmę. Dla takich firm gardenia jest trampoliną niezbędną do rozwoju.

Początkująca blogerka

Namiętnie cyka fotki i wypatruje fejmów. Choć mogłoby się wydawać, że wypatrywanie fejmów jest daremne, bo w naszej branży po prostu takich nie ma, to początkująca blogerka jednak ma swoją listę – są na niej osoby udzielające się w internecie, czyli głównie na swoich blogach. Początkująca blogerka chce być taka jak oni, dlatego robi milion zdjęć stoisk i ogrodów i spina je w kolorową relację. Nie interesują jej żadne kontakty biznesowe, tylko doznania estetyczne i wychwytywanie inspiracji.

Naczelna komentatorka

Jest wszędzie i widzi wszystko. Uważa, że jej trafne uwagi będące owocem wieloletniej obecności w branży, ponadprzeciętnej spostrzegawczości, analitycznego umysłu i iq=365 zbawią polskie ogrodnictwo. Niestety skuteczność tych działań jest zbyt niska – ogrody w stylu estetycznym nadal istnieją. Możesz sobie wypruć wszystkie żyły, a nawet flaki, ale i tak musisz zaakceptować, że 95% ludzi nie ma nawet 100iq, a już na pewno nie ma sprawnych oczu odróżniających rzecz ładną od brzydkiej.

Organizatorka #FPO

Ma misję podobną do naczelnej komentatorki, ale wzbogaconą o aktywne działanie – promowanie pozytywnego ogrodnictwa. Niestety skupienie na pozytywach nie sprawia, że te wszystkie ogrodnicze babole znikną. Dlatego ta kilkuczęściowa relacja nie będzie się składała z samych kwiatków, motylków i uśmiechów.

Przygotowania do FPO

Przygotowania do gardenii, a konkretnie do forum promotorów ogrodnictwa, trwały od 10.09.17. czyli wuchtę czasu. Już wtedy otrzymaliśmy ogromne wsparcie gardenii oraz magazynu branżowego „lider biznesu” – bez tego totalnie nic by się nie udało, ba, nawet by się nie zaczęło.

Przez pierwsze pięć miesięcy próbowaliśmy znaleźć partnerów wśród producentów z branży, niestety okazało się, że polskie firmy z branży ogrodniczej są dziwaczniejsze i bardziej dziecinne niż ktokolwiek mógłby pomyśleć. Kłamią, że nie dostają wiadomości, udają że chorują, że nie potrafią obsługiwać skrzynki mejlowej, odkładają rozmowy na później, zamiast powiedzieć po prostu – jestem zacofana i nie rozumiem waszego #fpo, nie widzę potrzeby zmieniania polskiego ogrodnictwa, nie interesuje mnie poszerzanie rynku o ludzi w wieku 25-45, wolę sprzedawać swoje produkty tylko ludziom 65+ bo ich znam, oni znają mnie i nie potrzebuję nikogo więcej i razem z nimi będziemy się taplać wesoło w nawozie do pelaronii oraz nasionach marchewki no i oczywiście w biovitalu.

Zupełnie inaczej wyglądały relacje z blogerami. Blogerzy to ludzie o wiele bardziej kochający ogrodnictwo i widzący sens w poszerzaniu zielonych ideałów, chętnie dzielący się swoją miłością do roślin i ogrodów i chętnie promujący to hobby.

Więc mimo załamki firmami, razem z

Pawłem z Porady ogrodnicze 24
Joanną z Offgrodniczka
Gabrielą z Ogród leczy
Anią z Brzezina moja
Agą z Wolniej tu i teraz
Tomkiem z ogrodniktomek.pl
Joanną z Oaza zieleni
Kasią z the garden – Blog Kasi & Andrew Bellingham

zorganizowaliśmy to wydarzenie, mające zachęcać osoby w różnym wieku, również te młodsze do spędzania czasu w ogrodzie. Naszym planem było pokazanie różnych form obcowania z zielenią i zachęcenie do kreatywnego podejścia do ogrodnictwa. Udało nam się to dzięki serii prelekcji i warsztatów, na których uczestnicy mogli razem tworzyć zielone obrazy, siać pomidory, organizować zielone parapety, spróbować kwiatów jadalnych, odkryć terapeutyczną moc zieleni, zbudować hotele dla owadów oraz zapoznać się z tematem bioróżnorodności.

Miesiąc przed FPO

Gdy już skreśliliśmy wszystkie firmy ogrodnicze, gdy już przeżywaliśmy totalną załamkę mentalnością producentów, gdy już zaplanowałam w głowie projekt edukacyjny (oraz pobudzający mózgi) dla firm, okazało się, że nie jest tak źle jak myśleliśmy.

O dziwo, wsparcie nadeszło nie z tej strony, z której się spodziewaliśmy. Do projektu dołączyła firma spoza naszej branży – freedomes. To dzięki freedomsom nasza strefa wyglądała tak nowocześnie i niepowtarzalnie, to dzięki nim mogliście poczuć się jak w bazie na marsie.

 

 

No i wyszło, że spojler, bo jak spojrzycie na ten namiot, domyślicie się co było dalej.

Okazało się, że wśród firm z naszej branży również są takie, które uważają, że warto promować ogrodnictwo na szerszą skalę. Takie z otwartymi umysłami i niebojące się nowych technologii ani nowatorskich sposobów działania. Takie, które z zapałem i entuzjazmem wspierają promowanie ogrodnictwa, takie, które rozumieją, że to nie kaprys, tylko konieczność.

Chodzi oczywiście o Kwazar i W.Legutko – to dzięki nim mogliśmy poszerzyć zakres działania i wypromować nasze kreatywne garden party. Tak, mogliśmy promować nasze promowanie – brzmi trochę absurdalnie, ale bez tego nasza akcja odbiłaby się o wiele mniejszym echem i nie dotarłaby do tak wielu osób.

W międzyczasie dołączyły do nas również make it home, inspirowaninatura.pl, terra group, kronen, garden spot, viva garden oraz ogród marzeń – centrum ogrodnicze ze swarzędza. To dzięki tym markom uczestnicy warsztatów mieli do dyspozycji produkty niezbędne do aktywnego udziału w warsztatach.

Razem stworzyliśmy silną ekipę gotową na trzydniowe wyzwanie – #FPO.

Jak wyglądały te trzy kulminacyjne dni i jakim cudem je przeżyliśmy w zdrowiu, jakim cudem nie eksplodowały nam mózgi od miliona spraw, które trzeba było załatwić, jakim cudem nie padły nam telefony od setek wiadomości jakie dostawaliśmy i na które odpisywaliśmy, jakim cudem znieśliśmy te wszystkie dziwactwa firm, które umawiały się z nami na rozmowy tylko po to, żeby na nas wrzeszczeć jak na jakichś bachorów, bo zostały wspomniane w garden newsach, a przecież są dużą firmą, o której należy się wypowiadać tylko w tonie pochwalnym – o tym w kolejnej części relacji.

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *