#FPO & gardenia 2018 – relacja właściwa

Czy zdążyliście już przeczytać wstęp do tej relacji? Jeśli tak, to gratki, a jeśli nie, to znajdziecie go tutaj. Tegoroczna gardenia to sprawa bardzo, bardzo złożona, dlatego zalecam zapoznanie się z naszym kontentem zarówno na blogu, na YT, na FB, a na Insta już większość przepadła, więc możecie płakać, ale nic na to nie poradzicie. A teraz przejdę do sedna, czyli do relacji z gardenii, która będzie długa, ale chronologiczna, więc nikt nie powinien mieć problemu z połapaniem się o co chodzi. Uwaga, akcja toczy się 3-torowo! Jeden tor to wera, jeden to daro i jeden to cez – czyli wdc. 

czwartek, 22.02 godz 6.59 WDC

O siódmej otwierali mtp, a my już o 6.59 zaparkowaliśmy pod naszym trzydniowym domem, czyli pawilonem nr 6. Jak bardzo był on naszym domem, przekonacie się jakiś kilometr niżej. Jednak zanim dojdziecie do tego fragmentu, musicie wiedzieć, że poprzedniego dnia w godzinach 10.00-22.00 braliśmy aktywny udział w stawianiu go, tzn. konkretniej naszej kosmicznej strefy #FPO, więc nie dziwcie się, że przez ten czas zdążyliśmy się tak bardzo z nim zżyć.

Co robiliśmy tak wcześnie rano? Kończyliśmy rozkładanie wykładziny, naklejaliśmy naklejki, odkurzaliśmy, rozkładaliśmy stoły i krzesła.

czwartek 22.02 godz 9.30 dc

Przyjechała ścianka sponsorska i rolady, które normalni ludzie nazywają rollupami, jednak mój telefon wie lepiej jak należy na nie wołać.

czwartek, 22.02 godz 10.00 wdc

Cez i daro mówili: weruniu, idź do pawilonu dziesiątego, porozkładaj ładnie ściankę, rolady i inne jedzenie, czyli ciasteczka i wafeleczki. Poustawiaj ładnie wodę oraz sok pomarańczowy i jabłkowy, by każdy spragniony uczestnik warsztatów mógł w każdej chwili sięgnąć po orzeźwiający napój. Więc poszłam.

czwartek, 22.02 godz 10.05 w

Ustawiam.

czwartek, 22.02 godz 10.25 wdc

Afera. Czemu nie porozkładałaś ciastek i napojów?? Przecież zaraz zaczynają się pierwsze warsztaty??

Ponieważ to ja prowadzę pierwsze warsztaty i musiałam ustawić insta-wystawkę dla uczestników, by mogli robić ładne zdjęcia, przecież wolą robić ładne zdjęcia niż napychać brzuchy. Na stopro. Na milionpro.

czwartek, 22.02 godz 10.30 dc

Śniadanie prasowe z gwiazdą, przy czym akurat na tym śniadaniu czwartkowym, w przeciwieństwie do śniadania piątkowego, sobotniego, niedzielnego i w ogóle każdego innego, gwiazdą była anita sokołowska, która jest gwiazdą jedenastego sezonu serialu przyjaciółki, choć  cez i daro też dawali radę przyznacie.

 

 

Generalnie śniadanie było o storczykach, a mnie na nim nie było nie dlatego, że nie jestem fanką storczyków, tylko dlatego, że o 11.00 miałam warsztaty z insta i nastąpiła tu znacząca kolizja w kalendarzu oraz na zegarku.

czwartek, 22.02 godz 11.00 w

Warsztaty z insta. Wiedziałam, że to będzie doskonała zabawa, wiedziałam, że to ja będę się na nich najlepiej bawić, bo przygotowałam mnóstwo odlotowych gadżetów, piękne nasiona, śliczne kwiaty i totalnie #instafriendly doniczki. Wreszcie miałam dobry powód by wydać hajs na te wszystkie duperele, które zazwyczaj leżą w kategorii „niepotrzebny wydatek”.  A powodem tym była oczywiście potrzeba edukacji uczestników warsztatów, dzięki uczestnicy!

A co robiliśmy na tych warsztatach? Najpierw musiałam odbębnić formalności, czyli opowiedzieć trochę teorii, a potem razem wyginaliśmy się przy wystawce, robiąc fotki. Tak to mniej więcej wyszło:

 

czwartek, 22.02 godz 12.30 wdc

Coś jakby czas wolny. Paweł bronikowski prowadził warsztaty z fejsa, a my urwaliśmy się na drinki na stoisko kwazar&legutko&bestpest, najpierw wypiliśmy drinka o nazwie legutko, który był śliczny i po którym daro ogłosił, że on już dzisiaj nie jeździ samochodem, następnie wypiliśmy po drinku o nazwie kwazar, który też był śliczny, tylko miał inny kolor, po którym daro ogłosił, że teraz to już na pewno nie jeździ dzisiaj samochodem, a następnie podejrzliwa od początku wera, czyli ja, zaznajomiona nieco bardziej z napojami alkoholowymi (iks lat mieszkania w akademiku politechniki) ogłosiła, że to co mówi daro jest śmieszne, bo te drinki nie mają alkoholu.

czwartek, 22.02 godz 13.00 wdc

Kanapki. Byliśmy trochę głodni, głównie ja, bo nie byłam na śniadaniu ze storczykiem, w przeciwieństwie do cezara i darka, ale nie myślcie, że podczas posiłku traciliśmy czas – gdzieś tam między jednym przeżutym kęsem, a drugim, udało się trochę poplotkować i pozałatwiać bardzo ważne rzeczy, z których najważniejszą było to, że dostałam super #instafriendly legutkowe fartuchy za free, które teraz będziecie mogli podziwiać, kiedy będę pracować w ogrodzie.

czwartek, 22.02 godz 13.30 wdc

Warsztaty ilony – redaktor naczelnej lidera biznesu, spoko warsztaty o relacjach influencer-sponsor, które wzbudziły sporo emocji i spowodowały ciekawą dyskusję. Ja nie za bardzo zabierałam w niej głos, jednak stwierdziłam, że napiszę o tych relacjach osobny post, choć te doświadczenia które mam, równie dobrze nadają się do tego, by pokazać je w kabarecie albo cyrku.

czwartek, 22.02 godz 13.30 wdc

Kawa. Teraz powiem wam najcenniejszą rzecz, której można się nauczyć na gardenii i która przyda wam się w każdym kolejnym roku, na każdej gardenii, na którą pójdziecie. Na kawę należy chodzić wyłącznie na stoisko kronena, gdyż nikt inny nie ma tak pysznej kawy. Jak wiecie, kronen był partnerem naszego pięknego #FPO i to nie przypadek, dodajcie sobie dwa do dwóch i dowiecie się dlaczego.

czwartek, 22.02 godz 14.00 wdc

Totalnie krótka i szybka przechadzka po pawilonie 5 i 5a. I tu muszę wtrącić, że pawilon 5 był super miejscem – przyjacielskie stoiska, na które jesteś co chwilę zapraszany, przemili ludzie, z którymi momentalnie możesz znaleźć wspólny język, co jest wielką zaletą, ale też powodem tego, że nie mam zdjęć z gardenii!!!! Tzn. mam tylko kilkanaście, ale serio kilkanaście.

Oto 1/15 mojego zdjęciowego dobytku, gwiazda wczorajszych garden newsów.

 

 

A pamiętacie jak kiedyś w poście o ekologicznych sposobach na uprawę ogrodu podpowiadałam wam, że można nawozić trawnik własnym moczem itp.?

 

 

Jeśli się na to zdecydujecie, pomocny może być sprzęt ze zdjęcia powyżej.

Ale dobra, wróćmy jeszcze na chwilę do przejażdżek po polskich ogrodach, bo zaraz będzie wiosna i tak to mniej więcej będzie wyglądać:

 

 

Kora kamienna jest tak straszna, że na liście top10 straszydeł w ogrodnictwie zajęłaby trzecie miejsce.

czwartek, 22.02 godz 15.30 d

Ok, możecie się otrząsnąć i podziękować, że nie mam więcej zdjęć i oto przechodzimy na krótką chwilkę do miłych wydarzeń. W pawilonie 10 daro pokazywał chętnym jak zorganizować live na fb. Nie jest to łatwe, problemy z netem, dźwiękiem, widokiem są na porządku dziennym, jednak dzielny daro wie co robić, by było ich jak najmniej.

czwartek, 22.02 godz 15.30 cw

W tym samym czasie ja i cez pierwszy raz mieliśmy chwilę, by skoczyć do naszej strefy #FPO i sprawdzić jak się sprawy mają. Posiedzieliśmy tu chwilę, pogadaliśmy z ludźmi i musieliśmy pędzić dalej.

czwartek, 22.02 godz 15.45 cw

Myśleliśmy, że idziemy załatwiać jakieś miłe sprawy, a tymczasem okazało się, że to kolejne warsztaty z zakresu bloger – firma, tylko że były one przeprowadzone w tak niekonwencjonalnej formie, że myślałam, że się przewrócę, czyli spadnę z krzesła. Na szczęście spadło coś innego – jajeczna pasta na moją torebkę, więc pół biedy, a jeśli się dziwicie dlaczego jadłam w takiej sytuacji, to wam powiem, że wykorzystywałam każde wolne pół minuty, by wrzucić coś do brzucha – jednym słowem – kanapką kupisz uwagę wery.

Całe przedstawienie miało konwencję rodem z patologicznego przedszkola, w którym przedszkolanka upomina nieposłusznych przedszkolaków, przy czym upomina to eufemizm i to taki pełną parą.

Ja i cez graliśmy tu role bachorów, które coś zbroiły (ale co?), a rolę pani i władczyni świata przejęła jedna z dyrektorek marketingu firm nasiennych. Straciliśmy na to 1,5 h, a jeśli zapytacie, czy nie szkoda nam było czasu, to odpowiem, że najpierw nie mogliśmy się ruszyć z powodu szoku, a następnie postanowiliśmy zostać tam do końca z ciekawości jak się sprawa potoczy. Znacie serial „happy tree friends”? Taki niby straszny, ale też trochę śmieszny i przez to ciężko się od niego oderwać? Właśnie to przeżyliśmy w realu.

Istotą afery był fakt, że firmy (nie wszystkie ofc) sądzą, że blogerzy to posłuszne pieski, które istnieją tylko po to, by spełniać oczekiwania swoich panów, którymi mianowały się firmy ogrodnicze (nie wszystkie ofc). I tak oto możesz się dowiedzieć blogerze, że jeśli wypowiadasz się kiedykolwiek, gdziekolwiek o firmie z „zielonej branży”, musi to być opinia pozytywna, ponieważ każda negatywna szkodzi całemu ogrodnictwu wtf i jest niezgodna z ideą promowania ogrodnictwa wtf. Oczywiście ta informacja nie była podana w tak skondensowanej formie, przypominam, że afera trwała ponad godzinę, ale wyciągnęłam z niej wiele wniosków, które są całkiem bekowe i całkiem xd, dlatego będę musiała o tym napisać osobny post i chętnie to zrobię, ale później.

czwartek, 22.02 godz 17.30 wdc

Szybko jedziemy do chaty się przebrać itp.

czwartek, 22.02 godz 19.45 wdc

After na mieście – stoliki zarezerwowane na niemal 50 osób i rzeczywiście przyszło mnóstwo ludzi. Na szczęście tutaj były drinki, po których daro rzeczywiście nie mógł jeździć samochodem.

czwartek, 22.02 godz 01.40 wdc

Uff, idziemy spać, ale – uwaga, spojler – za długo nie pośpimy.

piątek, 23.02 godz 8.00 wdc

Biegniemy do pawilonu 6 do strefy #FPO głównie po to, by zabunkrować tu ubrania na wieczór. Ogarniamy chwilę sytuację i lecimy dalej.

piątek, 23.02 godz 9.00 wdc

Kawa u kronena, bez niej nie ma życia, kochajcie kronen, bo to naprawdę pożyteczna firma, ale serio to mówię.

piątek, 23.02 godz 9.30 wdc

Szykujemy się do panelu dyskusyjnego, ustawiamy kanapy, sprawdzamy mikrofony, rozkładamy ciasteczka, czekamy na gości.

piątek, 23.02 godz 10.00 wdc

Oglądamy krótką prezentację freedomsów, później prezentację inspirowanych naturą, a następnie zaczyna się panel dyskusyjny i jest to pierwszy panel który mam okazję prowadzić. Co prawda robię to razem z cezarem, ale całe szczęście, że nie sama, bo mój mózg postanowił się zawiesić na całe 15 minut i w ogóle nie umiałam sklecić sensownego pytania, mimo, że miałam je napisane na kartce i cez patrzył na mnie wyczekująco, ale on jest takim słodkim przyjacielem, że zna już te moje zawiechowe stany i wiedział, że jak tak stoję, to znaczy, że nie ma żadnych szans nawet na bąknięcie czegokolwiek, a co dopiero sensowne zdanie pytające.

A najlepsze tej w tym wszystkim jest to, że w testach mi wychodzi, ze taki super ze mnie dyskutant, że mam dużo iq, umiem szybko analizować i przetwarzać info, że mam mało emocji & empatii i że to wszystko razem wzięte do kupy sprawia, że z każdej dyskusji powinnam wychodzić zwycięsko, ale widocznie tego ranka kawa miała dłuższą drogę do pokonania i dotarła do mojego mózgu o pół godziny za późno.

Hmm, możliwe że czekacie na info o panelu, ale chyba wiecie, że blogerzy mają blogi głównie po to, by pisać o sobie, a te całe ogrody, ta gardenia, to #FPO to tylko pretekst, że niby piszę post o tym wszystkim, a tak naprawdę to wiecie o czym.

No ale żeby zachować pozory, wróćmy na chwilę do panelu, a nie do wery na panelu.

Panel był totalnie super, mieliśmy wspaniałych gości, na dodatek każdy z innej parafii, co sprawiło, że dyskusja była ciekawa i że można było z niej wyciągnąć wiele pożytecznych dla całej branży ogrodniczej wniosków.

Panel jest na YT, możecie kliknąć w okienko, żeby obejrzeć, ostrzegam, że jest dłuższy nawet niż mój post, ale i tak mega warto.

piątek, 23.02 godz 13.00 wdc

Asia gałązka poprowadziła warsztaty o niszowych blogach, a my musieliśmy biec na kolejne rozmowy. O czym tak namiętnie rozmawialiśmy w tym pawilonie piątym? O super atrakcjach, które szykujemy na ten sezon. Żeby wszystko się udało wykonać z takim rozmachem, jaki zaplanowaliśmy, potrzebujemy dużego wsparcia, ale korzyści będzie mnóstwo dla wszystkich, szczególnie dla was!

No ale głównie chodziło o kanapki.

piątek, 23.02 godz 15.00 wdc

Drugi kongres liderów branży ogrodniczej – seria mega pożytecznych prelekcji dla branży. Poszliśmy do pawilonu 3, bo właśnie tam odbywały się wykłady, ale trafiliśmy w takim nieszczęśliwym momencie, że obciachem było tam wejść w połowie wykładu jak gdyby nigdy nic.

Uznaliśmy, że poczekamy do następnego wykładu i korzystając z okazji rozejrzeliśmy się po pawilonie 3a, który zajmowali szkółkarze.

I teraz smutne info. Pawilon trzeci-A, zamiast tętnić życiem, no myśleliśmy, że będzie tętnić, bo skoro w piątce panowało takie ożywienie, to co dopiero w najważniejszym pawilonie gardenii, czyli w pawilonie nr 3a, no ale on zamiast tętnić życiem, to reprezentował atmosferę, którą znamy ze styp.

Smętne miny smętnych wystawców, smętnie snujące się zjawy (w liczbie 0,01 na metr kwadratowy) od stoiska do stoiska, normalnie doła można było dostać. Z jednej strony rozumiem, że większość prezentowała iglaki, zima to taka pora, że ludzie myślą, że tylko one mogą być atrakcyjne, więc wożą te iglaki, ale one zamiast tworzyć wesołą atmosferę, są gwoździem do trumny. Czasami gwoździem w kształcie spirali, a czasami gwoździem tak rozczłonkowanym, że aż trudno uwierzyć, że nadal pełni funkcję gwoździa (przypisek dla nierozgarniętych – chodzi o bonzaje).

 

 

I wiem również, że zawiera się tu niby jakieś wielkie interesy, podpisuje milionowe kontrakty, ale jeśli jesteś przypadkowym człowiekiem i tu wchodzisz, to serio zaczynasz w to wątpić. Jeśli ktoś znika w kantorku, to raczej nie dlatego, by świętować podpisanie kontraktu – bardziej prawdopodobne, że idzie tam się wyspać lub pochlastać.

A z nieiglaków to były np. magnolie, tak bardzo mnie jarające, że ziewam w tym momencie.

I stoisko, które w zeszłym roku wydawało mi się najładniejsze, z tego co pamiętam głównie dlatego, że wyglądało żywo, zresztą zobaczcie – teraz też wygląda żywo i są tu nawet ludzie, a ich zagęszczenie na metr kwadratowy jest wyższe niż na innych stoiskach.

 

Ale ogólnie to nie chce mi się drugi raz oglądać tego samego, a cały trzeci pawilon był niemal identyczny jak co roku, więc szybko z niego wyszliśmy, żeby się nie dołować i żeby nie zarazić się pogrzebową atmosferą.

A teraz wracam do kongresu.

Kongres był super, szczególnie cieszyliśmy się z tego, że w końcu ktoś wytłumaczy firmom facebooka. Pomyśleliśmy, że ułatwi nam to życie i że od teraz nasze gadki z firmami nie będą się zaczynały od dwugodzinnego wykładu o fejsie, tylko będziemy mogli przeskoczyć ten etap. Paweł, który prowadził prelekcję skłonił nawet niektórych słuchaczy do założenia profili na fb i dziękujemy ci za to, paweł!

Poza tym jednym z prelegentów był robert radkiewicz, o którym na pewno jeszcze nie raz wam wspomnimy w tym roku i którego prelekcja odbyła się później niż w planie, bo doktor szop, który występował bezpośrednio przed robertem, czuł potrzebę dokładniejszego wytłumaczenia nam na czym polegają przebieranki za goryla, a widocznie nie jest to temat, z którym można się zmieścić w czasie półgodzinnej prelekcji, co oczywiście rozumiemy, jednak nasz pawilon zamykali o 19.00, a mieliśmy tam kurtki i ubrania na wieczór, więc straciliśmy trochę sympatii do doktora z powodu tego opóźnienia.

Trochę skomplikowany ten powyższy akapit, więc uporządkuję go chronologicznie:

1 o poranku zostawiliśmy ciuchy na wieczór w pawilonie 6
2 paweł tłumaczy świat firmom
3 dr szop pokazuje jak wyleczyć sklepy, jednak sklepy są na tyle chore, że zajmuje to godzinę zamiast pół (placówki lecznicze zawsze mają poślizg)
4 robert rozpoczyna swój wykład, na którym koniecznie chcemy być do końca
5 przebieramy nogami, bo jest już 18.32 a o 19.00 zamykają pawilon nr 6, w którym mamy ubrania, a jest oddalony od kongresu z pół km, a na dodatek musimy się w nim jeszcze przebrać + ja umalować
6 robert, kończ, pliz, miło się ciebie słucha, ale chyba widzisz, że w tej stylówce nie mogę iść na bal

piątek, 23.02 godz 18.42 wdc

Wybiegamy z kongresu, lecimy do strefy #FPO, zdążyliśmy, ale w środku jest już ciemno. To trochę dobrze, bo możemy się swobodnie przebierać na środku pawilonu, a trochę źle, bo nie widzę, czy maluję szminką usta, nos, oko, czy ucho.

Ok, niby jesteśmy gotowi, rzucamy nasze graty w kąt i biegniemy z powrotem. Po drodze spotykamy roberta, który, jak się okazało, jedzie na tym samym wózku co my, bo też się przebierał na środku pawilonu nr 6.

piątek, 23.02 godz 19.00 wdc

Pawilon 15, wchodzimy w czwórkę. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać, ale też nikogo nie podpytywałam jak wyglądają takie gale, bo nie chciałam sobie psuć niespodzianki. Wiedziałam tylko, że to vipowskie przyjęcie, czyli sądziłam, że będą same vipy, czyli ja, cez, daro, robert i kto jeszcze? Ile tych vipów może być w polskim ogrodnictwie? 25?

Uwaga – nie popełnijcie mojego błędu – vipów jest 1200.
Może powtórzę: tysiąc dwieście.

Sala była gigantyczna, ale serio ogromna i było na niej mnóstwo okrągłych stolików, chyba 10 lub 12 osobowych i było ich ze sto (tak wynika z moich obliczeń) i było trochę ciemno, ponieważ to wieczorna impreza i na każdym z tych stolików było napisane kto przy nim ma usiąść.

Jednak nie było napisane „wera” albo „daro” albo „cez”, nie było nawet napisane „miejski ogrodnik”, snuliśmy się tak między nimi, próbowaliśmy czytać drobne druczki wytrzeszczając oczy w ciemnościach i zastanawiając się – jak mogli nas podpisać? Generalnie na tych kartkach najczęściej były napisane nazwy największych firm ogrodniczych i chodziło o to, że przy jednym stoliku siadali wszyscy reprezentanci danej firmy, ale do jakiej firmy dopisali nas?

piątek, 23.02 godz 19.30 wdc

Ktoś nam podpowiedział, że przy drzwiach wejściowych stoi osoba, która wszystko ogarnia i ta wspaniała osoba doprowadziła nas do stolika, przy którym mieliśmy miejsce i okazało się, że znaleźliśmy się w naprawdę doskonałym towarzystwie, którego możecie nam pozazdrościć, jeśli akurat jesteście zazdrosnymi osobami.

I tutaj nastąpiło bardzo ważne wydarzenie, które nas bardzo ucieszyło – pierwszy raz od początku gardenii i fpo mieliśmy okazję zjeść posiłek. Nie ciastko i nie kanapkę i nie wafelka, tylko normalne jedzenie, które na dodatek było ciepłe. Nasze brzuchy już zapomniały jak to jest, bo z naszych wspomnień wynikało, że ostatnio jedliśmy w poniedziałek.

Nie wiem, czy wam opowiadać jak było na tej imprezie, bo pewnie wiecie jak to jest – niby macie swoje krzesło, swój talerz, swój stół, ale sprawy zawsze toczą się tak, że towarzystwo się miesza, dzięki czemu w ciągu zaledwie kilku godzin, możesz poznać ponad 1000 osób, naprawdę trudno o lepszą okazję do nawiązywania kontaktów.

I czasami pytacie – a jak gala florystyczna?

No rzeczywiście byli tam floryści, na początku nie umiałam sobie wyobrazić jaka będzie ich rola, ale ktoś mi podpowiedział, że tak jak na uroczystych bankietach śpiewa edyta górniak, tak tutaj jest to samo, tylko że zamiast piosenek, artyści produkują kompozycje florystyczne.

I tak też było. Każdy z pięciu florystów miał swoją scenę i tworzył kompozycję przed publicznością.

Nie możecie pytać mnie o zdanie na temat tego wydarzenia, bo totalnie nie mam zdania, bo urok florystyki nie jest urokiem, który by do mnie przemawiał, a na dodatek w ogóle nie jestem w stanie ocenić co jest ładne a co brzydkie, ponieważ nie mam gustu florystycznego. Jedyny komentarz na który mogę sobie pozwolić i który płynie prosto z mojego serca to wzruszenie ramionami.

Cez by pewnie wam opowiedział więcej, ale akurat go tu nie ma. Mogłabym napisać to co słyszałam z jego ust na temat tych kompozycji, ale nawet tego nie zrobię, bo gdy ktoś zaczyna o tym gadać, nawet cez, to się wyłączam i później nic nie wiem. Jedyne co w końcu do mnie dotarło to to, że nie każdą kompozycję florystyczną można nazwać bukietem (miesiąc temu wszystko nazywałam bukietem), a miejsce pracy florysty to nie jest kwiaciarnia, tylko np. omg zapomniałam jak to się nazywa – studio florystyczne? Salon kwiatowy? Manufaktura kompozycji florystycznych? Studio stylizacji kwiatów? W każdym razie nie kwiaciarnia, zapomnijcie o tym słowie, to tak jakby fryzjera nazwać fryzjerem zamiast stylistą fryzur.

Zresztą zobaczcie jaki daro zmontował film, z 1/5 tych pokazów – ten akurat robiła katarzyna greta szymkowiak – wasza ulubiona gwiazda „sekundy dla kwiatów”

A na zdjęciu piotr sekunda ze swoimi kółkami,  i tak to mniej więcej wyglądało.

 

 

Więc jeśli zapytacie mnie jak tam pokazy florystyczne, to powiem, że git.

Około 00.00 zaczęliśmy się zbierać, ale trzeba było się pożegnać z tyloma osobami, że do drzwi doszliśmy dopiero koło 1.00. Impreza była super i normalnie zostałabym na niej do końca, ale cały tydzień spaliśmy po max 4 h na dobę i już ledwo kontaktowałam.

sobota, 24.02 godz 8.00 wdc

Omg, ostatni dzień i od samego rana kiedy otworzyłam oczy, czyli od szóstej godziny błąkające się pytanie – czy dożyję do końca dnia? Okazało się to łatwiejsze niż myślałam, bo po kilku dniach niespania, nagle przyzwyczaiłam się do tego stanu i zaczęłam się przyzwyczajać do życia z tępym mózgiem i półlitrowymi worami pod oczami.

Ale wróćmy do 8.00, otóż pierwsze co zrobiłam po wejściu do pawilonu 6, to pobiegłam do strefy #FPO, ponieważ nierozważnie zostawiłam tam wczoraj wszystkie kosmetyki do malowania, czyli musiałam się ekspresowo wymalować, zanim wszyscy przyjdą i zobaczą moje wory. Tak też zrobiłam, niestety na tępotę mózgu nie miałam odpowiedniego kosmetyku.

Gdy już to zrobiłam, pomyślałam, że przecież gdzieś tu po sąsiedzku są ogrody pokazowe, do których w ogóle nie miałam czasu zajrzeć, no dosłownie ani minuty wolnej w ciągu ostatnich kilku dni, dlatego powiedziałam – chodźcie cez i daro, idziemy zobaczyć, co tam stworzyli ogrodniczy artyści.

Poszliśmy, było fajnie, bo targi były jeszcze zamknięte, więc byliśmy w nich sami i nikt nie przeszkadzał w robieniu zdjęć, ale szybko porzuciłam pomysł pstrykania fotek i zaczęłam robić instastory. Po nakręceniu kilku filmików, uznałam, że kontentu jest na tyle dużo, że należy zrobić live. Podzieliliśmy się z cezem i on zrobił na insta, a ja na fb. Moją transmisję możecie zobaczyć tutaj, a transmisja ceza przepadła, bo była zapisana tylko na 24 h.

https://www.facebook.com/miejskiOGRODNIK/videos/10157386800053079/

 

I teraz czas się do czegoś przyznać, do mojej największej gardeniowej wtopy. Nie zauważyłam jednego z ogrodów pokazowych, totalnie go nie widziałam, dlatego nie ma go tutaj na live ani nie mam żadnego zdjęcia, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten ogród, który przegapiłam, wygrał konkurs, w którym głosowali zwiedzający, więc może był git, a druga z kolei najważniejsza obciachowa sprawa jest taka, że był on akurat od strony naszej strefy #FPO, czyli na stopro musiałam obok niego przechodzić, bo tam było wejście i tak totalnie go olałam, jednym słowem: katastrofa.

Myślę, czy opyla się napisać post o tych ogrodach, bo może chcecie poczytać, ale może sama transmisja wystarczy.

sobota, 24.02 godz 9.30 wdc

Ruch jak w ulu – paweł z Porady ogrodnicze 24 i gabriela z Ogród leczy szykują się do swoich warsztatów, a zaraz przyjdą uczestnicy. Generalnie totalny kocioł – jeden rozstawia worki z ziemią, inny doniczki, inny odkurza, jeszcze inny kręci instastorki (ja).

sobota, 24.02 godz 11.00 dc

Zaczynają się warsztaty joanny z bloga Offgrodniczka o kwiatach jadalnych, a przed drugim namiotem rozpoczyna się nagrywanie na żywo sekundy dla kwiatów gretą z gretaflowers. Nie powiem wam jak było na tych warsztatach, bo mnie tu w ogóle nie było, ale jest już relacja na YT.

sobota, 24.02 godz 11.00 w

No właśnie, dlaczego mnie nie było? Bo w tym czasie ogarniałam prelekcje i jako pierwsza wystąpiła kasia z tematem bioróżnorodności. Wykład kasi był super, myślę, że każdego przekonałby do wprowadzenia całego spektrum gatunków roślin do swojego ogrodu oraz do zaproszenia do niego jeży, ptaków i innych stworzeń. Z tego co wiem, kasia ma potężną moc, bo ostatnio czytałam w necie, że nawet człowiek-bukszpan pod jej wpływem przekonuje się do wprowadzenia więcej niż piętnastu gatunków do ogrodów swoich klientów, a to już nie byle jaka zmiana. Ale o tym więcej w innym poście, który dopiero napiszę. A zanim to zrobię, koniecznie poczytajcie blog kasi, jeśli jakimś cudem jeszcze go nie znacie.

the garden – Blog Kasi & Andrew Bellingham

sobota, 24.02 godz 12.00 w

Teraz czas na pszczoły, joanna z bloga Oaza zieleni razem z krzysztofem kowalskim z psco opowiedzieli nieco o tych pożytecznych stworzeniach oraz o zagrożeniach, które na nie czekają. Cieszyłam się, że mogę być na tych prelekcjach, bo temat pszczół to jeden z moich ulubionych tematów, ale niestety pod koniec musiałam biec dalej razem z cezarem i darkiem.

sobota, 24.02 godz 12.00 cd

W tym samym czasie, o 12.00 zaczęły się warsztaty agi z Wolniej tu i teraz oraz anny z Brzezina moja. Dziewczyny razem z uczestnikami urządzały rozsadę pomidorów i uczyły jak przemienić pomidory w coś pożytecznego, czyli w napój alkoholowy.

W namiocie obok rozpoczął swoje warsztaty ogrodnik tomek z ogrodniktomek.pl. Warsztaty polegały na tworzeniu żywych obrazów, jeśli chcecie zobaczyć o co w tym chodzi, zajrzyjcie do relacji na blogu ogrodnika tomka, bo mnie niestety też na nich nie było, gdyż ogarniałam w tym czasie prelekcje, a obok namiotów kręcili się cez i daro.

sobota, 24.02 godz 12.45 cd

Ważne rozmowy w pawilonie obok, w tym miejscu przypomnę, że na ten sezon planujemy coś naprawdę odlotowego, coś o czym jeszcze nie słyszeliście. Żeby to doszło do skutku, musimy załatwić jeszcze mnóstwo spraw i tutaj właśnie mieliśmy krótkie okienko na robienie tego. A przy okazji kanapeczki i kawa, pierwsze tego dnia.

sobota, 24.02 godz 13.00

Joanna z Oaza zieleni po prelekcji o pszczołach, przeszła od słów do czynu. Razem z uczestnikami, tworzyła hotele dla owadów, a ja tak bardzo chciałam być na tych warsztatach, a tak bardzo nie mogłam. No serio nie mogłam. Nawet się nie zapisywałam, bo od razu wiedziałam jak będzie.

W tym samym czasie gabriela rozpoczęła swoją prelekcję o leczniczych właściwościach opiekowania się roślinami, ten temat jest super, więc na stopro do niego wrócimy tu na blogu, hmm, zauważyłam, że mówię tak o każdych sobotnich prelekcjach i warsztatach, no ale co poradzę, że zrobiliśmy taki wspaniały program zajęć, no naprawdę idealny, dokładnie trafiający we wszystkie wartości, które chcemy promować jako #FPO.

sobota, 24.02 godz 13.45 cw

Ledwo doczłapałam do strefy #FPO, zaszyłam się w dyskretnym kąciku, chciałam zmienić wyjściowe obuwie na wygodne kapcie i nawet mi się to udało i wyszłam z dyskretnego kącika i mówię: oby cez nie zauważył, oby nie zauważył, bo zacznie się sapanka.

sobota, 24.02 godz 13.55 cw

No i nie minęło 10 minut, a tu sapanka jak się patrzy, wielka afera i awantura, wera gdzie masz buty, masz nie łazić w kapciach! Zdziwione twarze przechodniów i dyskretne pytania koleżanek – on zawsze cię tak traktuje?

Nie, nie zawsze, zazwyczaj jest słodkim przyjacielem, jednak nienawidzi moich wygodnych, mięciutkich kapciuszków, gdyż uważa je za niefotogeniczne i powiedział, że jak zobaczy je na jakichś waszych zdjęciach, to będziemy mieli kosę, dlatego mam prośbę, jeśli macie zdjęcie ze mną i akurat mam na nich inne obuwie niż odlotowe szpilki, to wyedytujcie je w fotoszopie i doklejcie odpowiedni obuw pliz.

sobota, 24.02 godz 14.00 cwd

14.00 to bardzo wstydliwa godzina, chociaż niby wydarzyło się to, o czym marzyliśmy. Zdawało się, że strefa #FPO została centrum wszechświata, było tu tyle ludzi, że szok. Co chwilę ktoś przychodził, robił sobie zdjęcia na ściance z blogerami albo nawet bez nich. Zwiedzający interesowali się warsztatami, które odbywały się w namiotach i ogólnie była totalna wrzawa, mnóstwo ludzi, mnóstwo rozmów, mnóstwo zdjęć i filmików.

Ja również próbowałam zapozować z ogrodnikiem tomkiem i igorem – młodym florystą, który miał być koordynatorem warsztatów, ale jeśli mam być szczera, to jeśli planujecie kogoś takiego zatrudnić, to raczej nie polecam tego młodego florysty na stanowisko koordynatora.

 

 

A pamiętacie jak jakiś kilometr wyżej wspominałam,że zrobiłam tylko 15 zdjęć? 6 z nich to próba zrobienia sobie fotki z igorem i ogrodnikiem tomkiem, ale za każdym razem, podczas każdej próby, akurat musiała przelatywać tamtędy jakaś grażyna, więc każda z tych fot wygląda właśnie tak.

O swoich głupawych minach już nie wspomnę, ale chyba widzicie, że nie tylko moje obuwie było niefotogeniczne. Na szczęście cez robił awantury wyłącznie o kapcie, być może dlatego, że niefotogeniczne obuwie łatwiej wymienić niż niefotogeniczny ryj.

No ale wróćmy do wątku wstydliwej godziny.14.00 – zyskała to miano, ponieważ właśnie o tej porze miała się odbyć nasza prelekcja, czyli moja i ceza o miejskim ogrodnictwie. Jednak mieliśmy tyle tyrki do zrobienia, tzn. głównie na ściance (xd), że w ogóle jej nie zrobiliśmy, a gdy ktoś spytał kiedy ona będzie, zawstydziliśmy się i obiecaliśmy, że zrobimy ją na fb, bo w realu, na terenie mtp, w pawilonie 6, w strefie #FPO było zbyt wiele zamieszania i hałasu, więc przepraszamy, wiemy, że jesteście smutni, rozczarowani, a może nawet daliście nam unfollowa, ale serio zrobimy tę prezkę już we wt na fp MO.

sobota, 24.02 godz 16.00 cwd

Sprzątanko. To w tym momencie powstał film, który możecie już znać z naszego is i z fb. Daro rozmontował ściankę, a ja postanowiłam się w nią ubrać – powiedzcie, czy wy odmówilibyście sobie tego zaszczytu – zaszczytu owinięcia się ścianką #FPO???

Dzięki igorze, młody florysto, za uwiecznienie tego momentu pełnego dostojności i chwały.

https://www.facebook.com/miejskiOGRODNIK/videos/10157388129848079/

 

I właśnie w ten sposób zakończyło się #FPO. Takie wesołe 3 dni, co prawda nie zaznałam ani snu, ani zbyt dużych porcji jedzenia, ani nie zrobiłam zdjęć gardenii, ani nie zauważyłam chyba najważniejszego ogrodu pokazowego, ani nie umiałam sobie zrobić ani jednej foty na ściance, żeby wyglądać jak człowiek i ogólnie żeby zdążyć ze wszystkimi sprawami musiałoby to trwać 6 dni a nie 3.

tu zobaczycie to w relacji, którą zmontował dla was daro:

A teraz luźne wnioski, prośby i sucharki

  1. Gardenia powinna trwać 6 dni zamiast 3, żebym mogła zdążyć zrobić zdjęcia i więcej is albo przynajmniej niech wcześniej rozstawią stoiska i mnie tam wpuszczą
  2. Centrum branży ogrodniczej to już nie producenci roślin, więcej do powiedzenia mają producenci sprzętów, nasion, nawozów. Nie wiem jak to się stało, że szkółkarze tak stracili na znaczeniu, no ale serio to widać gołym okiem i to trochę dla mnie szok. To już nie szkółkarz decyduje o wizerunku współczesnego ogrodnictwa, doradzając grażynce w swoim sklepiku, czy na targowisku, czy wsadzić bonzaja z dwunastoma kulkami, czy z piętnastoma. A kto w takim razie teraz będzie wywierał największy wpływ na branżę? Liczymy, że będzie to silna ekipa #FPO, do której należy już niemal 200 osób.
  3. Najwygodniejszym sposobem komunikacji z followersami nie są zdjęcia, filmy, live, tylko zdecydowanie instastory. Podczas tego całego młynu wyszło to na jaw, nie miałam czasu na fotki, a IS mogłam robić totalnie mimochodem i przy okazji.
  4. Jestem pod wrażeniem strategii marketingowej szkółki barcikowscy, co prawda do tej pory trzymałam ją w kategorii „xd”, ale teraz już widzę, jak spójny jest ich przekaz i nawet mam ochotę napisać o tym post, by inni mogli skorzystać z moich obserwacji, wniosków i ogólnie z mojego mózgu, tym bardziej że cez mówi, że powinnam więcej edukować.
  5. Okazało się, że są osoby, które wstydzą się do nas podejść, ponieważ uważają, że pokazywanie się z nami niekorzystnie wpłynie na ich wizerunek. Dla tych osób mam ważne info. Wasz wizerunek upada przez te wszystkie kosmiczne głupoty które robicie, a nie z powodu osób obok których się pokazujecie.
  6. Jeśli chcesz się z nami spotkać, żeby na nas drzeć ryj, to proszę cię bardzo o to, żeby nie odbywało się to w czasie targów, kiedy na dodatek mamy #FPO do ogarniania, ponieważ szkoda nam czasu na wysłuchiwanie tych dyrdymałów i twoich teorii, które w ogóle nie mają żadnego związku z rzeczywistością. Jeśli już koniecznie musisz to robić, spróbuj skondensować te głupoty do max 30 sekund i najlepiej wyślij je mejlem, zamiast zajmować nasz czas w realu. A jeśli 30 sekund ci nie wystarczy na wyrażenie swoich uczuć i danie upustu twoim emocjom, zwróć się ze swoim problemem do psychoterapeuty, a nie do nas.
  7. To, że otrzymaliśmy ogromne wsparcie od gardenii, naprawdę ogromne i nieocenione, nie oznacza, że każdy kto ma stoisko na tych targach, może decydować o tym co mówimy i pokazujemy w necie. To jest tak absurdalne, że się przewróciłam na podłogę ze zdziwienia, gdy to usłyszałam pierwszy raz.
  8. Partnerstwo polega na wspólnym dążeniu do wyznaczonego celu, a nie na wzajemnym głaskaniu się po głowach. Możesz być naszym partnerem jeśli chcesz, możemy razem podbijać świat, bo właśnie o to tu chodzi, o poszerzanie horyzontów, o promowanie ogrodnictwa, o szerzenie idei bioróżnorodności, o przedstawianie ogrodnictwa jako pięknego hobby, odpowiedniego nawet dla młodego i nowoczesnego, a nie na wspólnym mizianiu się w stercie pluszowych poduszek i maskotek. Jeśli chcesz się miziać, to MO nie jest najlepszym wyborem.
  9. Właśnie przekraczam nieprzyzwoity próg liczby wyrazów w jednym poście, do tej pory było to max 1700 słów, a teraz jest ich 5k!!!!!
  10. To, że jesteś szefem wielkiej firmy i że masz kilkuset podwładnych, a może nawet kilkaset tysięcy, nie oznacza, że jesteś automatycznie szefem wszystkich blogerów. Swoją władzę możesz demonstrować przed podwładnymi, a nie przed nami tej.
  11. Forum promotorów ogrodnictwa ma jeden cel – promowanie ogrodnictwa. Chodzi o to, by wypromować je jako piękne, ciekawe hobby, przystające do naszych czasów. Żeby każdy świeżutki amator ogrodnictwa mógł się łatwo odnaleźć w tym świecie i nie zniechęcał już na starcie nieergonomicznymi narzędziami, brzydkimi doniczkami i opakowaniami nawozów tworzonymi przez ślepych grafików. Żeby zrozumiał czym jest bioróżnorodność, że pszczoły nie zabijają ludzi, że bycie fajnym ogrodnikiem jest lepsze niż pedantyczne dbanie o kostkę brukową i czyszczenie kamieni myjką ciśnieniową. Napiszę o tym więcej następnym razem, ale teraz już musimy kończyć ten post.
#FPO – Forum Promotorów Ogrodnictwa – #zielony twórco – rośnij w siłę!

Podsumowanko

Na pewno wychwyciliście z tej relacji co jest najważniejsze – najważniejsze są relacje. Nie te z targów, nie te z konfy, nie te ze stoisk, czy ze wspaniałych spotkań. Najważniejsze są te relacje, które nawiążecie przy okazji gardenii – relacje z innymi ludźmi. Nam się to udaje idealnie, nawet jeśli sądzicie, że powyższe 11 wniosków zabrzmiało złowieszczo i pesymistycznie, to jednocześnie powiem wam coś pięknego i wesołego – te wszystkie okropne zdarzenia pozwalają nam się dokładnie rozeznać kto będzie naszym dobrym przyjacielem, współrzędnym partnerem, a kto tylko szuka sobie kolejnej ofiary to rozładowywania swoich frustracji.

To sprawia, że im częściej jesteśmy na targach, konfach, kongresach, tym sprawniej radzimy sobie z rozpoznawaniem ludzi o otwartych głowach, szczerych chęciach i naprawdę kochających ogrodnictwo, a nie tylko słupek sprzedażowy.

I teraz na koniec powiem wam najmilszą rzecz jaką usłyszałam przez te trzy dni – dowiedzieliśmy się, że z ekipą MO warto się znać, bo to my znamy najfajniejszych ludzi.  I to jest stopro prawda.

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

4 myśli na temat “#FPO & gardenia 2018 – relacja właściwa”

  1. Pani mogła wcześniej nie odmawiać wsparcia fpo A tak serio (bo wiem, że to nie ma nic do rzeczy): jak pchasz tandetę na rynek, to nie myśl, że nikt tego nie zauważy A już szczytem bycia żałosnym jest wylewanie swych żali na takiej imprezie

    1. ależ Pani nie odmówiła, gorzej, Pani zachowywała się jak gimbus, i udawała, że oferta nigdy do niej nie dotarła. później było lepiej, bo pani twierdziła, że dzwoniła iks razy z ofertą do nas, gdyż wie, że inne firmy nasienne – w tym jeden z naszych sponsorów głównych firma w.legutko, z naszej oferty nie skorzystają, gdyż są w trudnej sytuacji finansowej. Taka ta pani przebiegła i sprytna jednocześnie. Także… coż – dno i pięć ton mułu.

      1. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Tym bardziej, że jeśli się nie mylę, to z panią ową widzieliście się jakiś czas przed Gardenią 😀 To wtedy była już wersja, że ona dzwoniła? I jak to cudownie, że ona lepiej wie w jakiej sytuacji są inne firmy. Niby dorosła kobieta… Żenuła.
        Tyle dobrego, że wiadomo kogo unikać trzeba 😉

  2. Po tym tekście, na kolejnych targach po kawę na stoisku Kronen ustawi się kolejka 😉
    W pawilonie trzecim faktycznie wiało nudą,nawet stosika podobne i w tym samych miejscach. Miałam efekt deja vu. Aczkolwiek naleweczka na jednym ze stoisk była pyszna 🙂 Pozdro dla Sylwii, która ją robiła 🙂
    A co do pani wylewającej żale, to koniecznie dajcie znać, co to za firma, bo nie chciałabym przypadkiem o niej napisać. Jeszcze się obrażą, że obok nazwy nie było hymnu pochwalnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *