kolorowe patyki

w tym tygodniu odnajdę wiosnę, a pomogą mi w tym te patyki – ponadprzeciętnie smętny post

Takie mam postanowienie, a wynika ono z tego, że co roku od stu lat oficjalnie rozpoczynam wiosnę w połowie lutego. Polega to na tym, że wyciągam z szopki glebogryzarkę, wyprowadzam ją na spacer do ogrodu i gdy cała ziemia jest już odwrócona, gdy z zasięgu wzroku zginą wszystkie jesienne liście, wtedy rozpoczynam oficjalnie nowy sezon ogrodniczy.

W tym roku było jednak inaczej, generalnie wszystko wyszło inaczej. Po pierwsze luty prawie w ogóle nie istniał, bo jedyne co robiłam to #FPO.

Po drugie, mimo że #FPO się skończyło 24 lutego, to tak naprawdę nie mogłam zamknąć tego tematu, dopóki nie napiszę relacji z tego wydarzenia, no ale właśnie w sobotę dokonałam tego wyczynu, a że #FPO było zimowym wydarzeniem, a bardziej szczegółowo – ostatnim zimowym wydarzeniem, to mogę oficjalnie powiedzieć – nie mam już żadnego zimowego obowiązku.

Nie mam już żadnego zimowego obowiązku

Muszę to sobie powtarzać, bo trudno się z tym oswoić.

A gdzie jest wiosna i od czego można ją zacząć?

Co roku było tak:

  1. glebogryzarka
  2. gardenia
  3. przetwarzanie inspiracji z gardenii w konkretne plany
  4. opisywanie tego na blogu
  5. robienie tego
  6. szykowanie rozsad
  7. jaranie się budkami lęgowymi
  8. picie soku z brzozy

A zaraz będzie połowa marca i nic nie jest zrobione. Jak się z tego wygrzebać?

  • zlikwidować wszystkie pozostałości po jesieni – jesienna kompozycja z dynią lol, omg, wtf, sprzed drzwi. Liście rozrzucone po ogrodzie, w tym – olaboga – na trawniku. Posprzątać wszystkie sprzęty których używałam jesienią i które nadal fruwają po ogrodzie.
  • zlikwidować wszystkie oznaki zimy – normalnie powinnam napisać, że schować kurtkę zimową, ale czy wy wiecie, że ja nawet nie zdążyłam jej znaleźć jesienią i jeszcze w grudniu tyrałam w bluzie i takim jesiennym bezrękawniku?
  • przygotować rozsady warzyw i kwiatów – czy w tym roku zdecyduję się na bakłażany? Nie, tak serio pytanie powinno brzmieć inaczej – czy zdążę wysiać bakłażany? Przecież ostatnio to robiłam w połowie lutego, a zdaje się, że już 5 marca
  • podjarać się wiosennym kwiatem – prymule zawsze były brzydkie i będą brzydkie, hiacynty nudzą się człowiekowi już 5 stycznia, jaki kwiat wybrać do jarania się nim tej wiosny?
  • wymyślenie trendu na 2k18. Wiem, że normalni ludzie uważają, że trend to nie jest coś, co może wymyślić wera, ale z drugiej strony czuję się odbiornikiem sygnałów z całego świata i z kosmosu i po odebraniu ich wszystkich, muszę wzmocnić sygnał i puścić go dalej w świat, najlepiej określając go jakimś prostym, łatwym, jednowyrazowym hasłem. To jedno z moich najważniejszych wiosennych zadań.
  • obkupić się w wiosenne gadżety – nasiona, rozsadniki, łopatki, konewki i inne #instafriendly duperele. Zaczęłam to robić już przed #FPO z powodu warsztatów, które prowadziłam – zobaczcie jak ładnie prezentują się na zdjęciach:

wiosenne prace

 

siejemy fasolę

siew nasion

 

No ale żeby nie było tak bardzo #brązowytoteżkolor, to dziś postanowiłam zaszaleć, bo jednak chyba znów zaczyna mnie ciągnąć do odlotowych kolorów. I kupiłam sobie te patyki, które zawsze kupowałam w neutralnym, drewnianym kolorze w aptece pod nazwą patyki laryngologiczne (albo pałeczki?), no a teraz mam takie kolorowe i swoje uprawy będę oznaczać w ten sposób:

kolorowe patyki

 

Czyli na tym patyku będę pisać, czy to bakłażan, czy marchewka markerem wodoodpornym, który również dziś kupiłam.

I teraz trochę śmieszne wydaje mi się fejsowe wyzwanie, które sama utworzyłam, a które nazywa się „w 2k18 na pewno nie kupię więcej niż 300 paczek nasion”, bo oto okazuje się, że minął już miesiąc od rozpoczęcia go, a ja mam dopiero 6 paczek, co jest wręcz żenujące.

Więc jak widzicie – wiosna u mnie kuleje

Jestem do niej tak przygotowana, że na razie mam tylko te patyki z foty, 6 paczek nasion i jedyne co mnie pociesza w tym momencie to fakt, że w szafie wisi już nowa, wiosenna, różowa kurtka.

I generalnie kończę już ten post i możecie być załamani tym, jak bardzo z niego nic nie wynika i jak bardzo nie widać tu żadnego konkretu, no ale nie ma się co dziwić  dokładnie tak wyglądają moje przygotowania do wiosny – zero konkretu, zero sensu i zero wyników.

Jednak w tym tygodniu planuję to zmienić i odnaleźć wiosnę w swoim sercu, nie wiem jeszcze jak to się robi, bo to zawsze przychodziło samo, no ale teraz jest już prawie połowa marca i nie można czekać dłużej, może pójdę na insta i wpiszę hasztag #springtime, dobra idę wpisać, za tydzień napiszę wam jak postępy.

Albo może założę wyzwanie „odnajdź wiosnę w sercu razem z werą”? Trochę za bardzo trąci grażyną?

<nie zamykam postu żadną puentą, bo sprawa jest totalnie otwarta, więc puenta będzie najwcześniej za tydzień, a może za miesiąc>

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Jedna myśl na temat “w tym tygodniu odnajdę wiosnę, a pomogą mi w tym te patyki – ponadprzeciętnie smętny post”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *