miejska dżungla

kwiat w ogrodzie jest kwiatem łatwiejszym niż kwiat w domu ponieważ

No niestety tak to wygląda, że teoretycznie miłujesz ogrodnictwo, czyli teoretycznie miłujesz rośliny, czyli taka osoba patrząca na twoje miłowanie z boku jest w stanie założyć w ciemno, że kochasz każdą roślinę, bo przecież zarówno piękny kwiat czosnku, jak i pretensjonalny kwiat hortensji to nadal natura, którą ogrodnik kocha, zdawałoby się bez zastrzeżeń, jednak ten post jest akurat o tym, że to błędne założenie.

Od razu mówię, że to będzie ciężki post, bo znów włączyło mi się pisanie przedługimi zdaniami, nadmiernie złożonymi, co oznacza, że jedno zdanie jest złożone z 25 zdań, a na dodatek nie umiem dobrze porozstawiać przecinków, więc z góry sory.

Ale wracając do tematu właściwego – kwiat domowy doniczkowy stojący na parapecie to zupełnie inny świat niż kwiat wsadzony w ogrodzie w gruncie pod wesołym drzewkiem i radosnym promieniem wiosennego słońca. Co różni tych dwóch bohaterów dzisiejszego postu?

kwiat domowy, to taki kwiat, który może zostać przez ciebie zabity i to bez trudu

Ponieważ to ty jesteś jego jedynym opiekunem, można powiedzieć, że jego bogiem. Masz kwiat a, kwiat b, kwiat c i najgorsze jest to, że cały ten kwiatowy alfabet jest złożony z zupełnie różnych liter, z których każda potrzebuje innej ziemi, innego słońca, innej wody, innej uwagi. Najpierw musisz zdobyć wiedzę na temat kwiatu a, kwiatu b i c, a potem już pozostaje ci tylko jedno – skupienie na tym, żeby ich nie zabić. Jeśli jednak zdarzy ci się wpadka, to zauważ, że jednocześnie z tym kwiatem, umiera np. 1/12 twojego domowego, parapetowego ogrodu. Czyli smutna sprawa.

Kwiat ogrodowy nie jest taki smutny i uzależniony od ciebie

Ponieważ w ogrodzie kwiat przestaje być kwiatem, a staje się częścią ogromnego organizmu, który od natury dostał taką wspaniałą moc, że potrafi się sam regulować. Nie musisz takiemu kwiatu podawać żelaza, nie musisz magnezu, bo możesz założyć, że na stopro jest to wszystko w twojej pięknej ziemi, tylko wystarczy, że kwiatu będzie się chciało wysłać odpowiedni korzeń na poszukiwania.

Opiekowanie się parapetem jest czymś innym niż opiekowanie się ogrodem

Bo na parapecie nie ma cię kto wyręczyć. Jak wyjedziesz na mazury na miesiąc, to na parapecie nic się bez ciebie nie wydarzy – jeśli nie będzie ciebie, nie będzie nic. Nie będzie 200 ml wody na tydzień dla paprotki, a 400 ml co drugi dzień dla skrzydłokwiatu. Nie będzie rozcieńczonego nawozu dla monstery ani doświetlania lampką sukulenta. Nie będzie wesołej kąpieli palmy pod prysznicem, za to będą kolejne zgony.

a ogrodu nie zabijesz, choćbyś chciał

No właśnie teraz sobie porównaj, jeśli zostawisz samopas swój ogród na miesiąc – co się wydarzy? Ogród, zamiast umierać, będzie się stawał coraz bardziej ogrodem – wcale nie będzie ciebie potrzebował do życia, bo zacznie żyć swoim własnym. I wiem że niektórzy z was to friki, które wszystko muszą mieć pod kontrolą, ale ja właśnie po to piszę sto lat te posty, żebyście nie musieli tacy być. Mam dla was uszykowany specjalny wiosenny cykl, więc szykujcie się na #kołczing.

Wracając do tematu – o ile kwiat na parapecie możesz traktować jak próbkę w laboratorium – odmierzać mu porcje pożywienia i dawkować światło, tak w ogrodzie takie podejście się nie sprawdzi, bo nie jesteś w stanie odgrodzić go od środowiska, a co za tym idzie, musisz się pogodzić z tym, że w ogrodzie wszystkie rośliny oddziałują na siebie, zresztą to samo robią ślimaki, koty i dżdżownice – zabierają ci kontrolę, ale nie tylko kontrolę, bo również sporą część obowiązków.

W ogrodzie możesz uprawiać swoje kwiaty wspólnie z naturą, na parapecie jesteś zdany na siebie i na cykl pouczających postów blogerów spod hasztagu #urbanjungle.

I teraz tzw. pigułka

Kwiat w ogrodzie tak naprawdę przestaje być kwiatem, staje się częścią ekosystemu i jeśli z niego wypadnie (poprzez śmierć), to możesz uznać, że po prostu to nie było miejsce dla niego i widocznie inne rośliny są przeznaczone twojemu ogrodowi. O ile twoją miejską dżunglę, czyli kolekcję kwiatów domowych można nazwać… no właśnie, kolekcją kwiatów, zamkniętym zbiorem, jakąś tam liczbą doniczek, tak ogród trudno postrzegać w ten sposób. O ile nie jesteś kontrolfrikiem (no nie wiem, czy to jest dla ciebie dobra nazwa, muszę jakąś wymyślić do końca marca) i nie masz policzonego każdego iglaka na kiju lub na rowerze (xd) to zapewne twój ogród jest raczej niepoliczalnym zbiorem istnień, bo nie wiesz nawet które nasiono ci akurat kiełkuje pod ściółką, nie wiesz ile pokrzyw ci wyrosło w najdalszym kącie ogrodu i nie wiesz jak bardzo rozrosła się twoja odętka i czy nadal jest to 15 sadzonek jak rok temu, czy już 45.

Nie wiesz czy masz 12386 roślin, czy 16432. Dlatego przestajesz się jarać każdą rośliną z osobna i zaczynasz się jarać tym, że twój ogród jest tak wspaniale urządzony, że potrafi żyć sam i sam się organizować pomimo twojego beztroskiego podejścia do obowiązków. Twój parapet tego nie potrafi.

Dlatego niektóre osoby mogą bardziej kochać ogród, inne parapet, dlatego niektóre osoby lepiej sobie radzą z uprawą klonów, a inne z uprawą skrzydłokwiatów. Dlatego niektóre osoby, rozpieszczone przez swoje ogrody, które są takie kochane, ze zajmują się sobą same, nie potrafią ogarnąć nawet 6 kwiatów w domu, zastanawiając się, dlaczego ciągle zrzędzą, zwijają liście i brązowieją u podstawy. Dlatego łatwiej mieć 1500 metrów kwadratowych ogrodu niż 0,7 metra kwadratowego parapetu (prostokątnego parapetu znaczy).

Dlatego nie mogę mieć urban dżungli, bo ona mi w ogóle w niczym nie chce pomóc, za to ciągle urządza awantury. I zamiast się relaksować między eszewerią a zielistką, ciągle rozwiązuję ich konflikty. Na szczęście lada dzień zrelaksuję się między miskantem a rozchodnikiem, niech tylko przyjdzie trochę wiosny.

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *