branża ogrodnicza

śmierć & zmartwychwstanie branży ogrodniczej w PL, kiedy to się wreszcie wydarzy

Czekam i czekam i jest to taka sytuacja, że już widzisz, że nic nie pomoże, żaden remont, żadne tuszowanie grzyba na ścianie, żadna wymiana rurki w łazience, po prostu trzeba wszystko zburzyć, zaorać i zbudować na nowo.

Co jest powodem tej masakry, która się tu właśnie wydarza na naszych oczach? Starość. Nie tylko fizyczna, przede wszystkim mentalna.

Wszystko jest stare

Ja to nie mam nic do starości, no ale wypadałoby chyba zachować jakieś proporcje, od czasu do czasu wpuścić kogoś nowego, zrobić coś nowego, wpaść na jakiś nowy pomysł, chociaż jeden malutki pomysłek, jeden na 30 lat.

Branża ogrodnicza ostatnio miała nowy pomysł w latach 90.

A od tamtej pory wszystko się mieli w kółko, te same szmaty pod białym kamieniem łamanym, te same cyprysiki skomponowane z żółtą tują, te same szare granulki w zielonym opakowaniu z czerwonym logo i dużym zdjęciem pelargonii z podkręconą saturacją aż do absurdu.

wciąż ta sama wiara, tylko coraz starsza

O ile prezes firmy ogrodniczej był w latach 80 oraz 90 tryskającym energią prezesem, tak teraz już po prostu czeka na emeryturę. Patrzy na opakowanie swojego nawozu, myśli sobie, ale to fajnie wymyśliłem wtedy, to było tuż po moim ślubie, ach jaki wtedy byłem młody, ach jakie to były piękne czasy, powspominajmy je jeszcze, jak pani grażynka ładnie rysowała te zawijasy w naszym biurze, popatrz, to było tam pod tym oknem, popatrzmy na to opakowanie jeszcze kolejne 30 lat, to może moja młodość wróci.

Co mówisz synu? Czas na rebranding? Chyba się przesłyszałem? Przecież to opakowanie sprzedało miliony ton naszych granulek, po co mielibyśmy je zmieniać? Co to za chore pomysły?

Jak to? ludzie nie chcą kupować iglaków?

Przecież zawsze kupowali, róbmy je nadal. Bez tui nie ma ogrodu, nic jej nie zastąpi. A jeśli ludziom się znudzi, to oto tutaj mam dla nich nową odmianę w żółte ciapki, a jeśli to jest nadal za mało odlotowe, to postawię ją na rowerze, i oblepię storczykami, teraz na pewno każdy młodzieniaszek się podjara i skończy się to całe gadanie o sadzeniu bylin, to tuja jest ponadczasowa wraz z jałowcem oraz cyprysikiem i nową, pstrokatą sosenką, którą sam wyhodowałem i nazwałem imieniem kolejnego papieża.

I to by nawet pasowało, bo konsumenci też są coraz starsi i ich gust również przestał się rozwijać w latach 90

Podobają im się opakowania w takiej XX wiecznej stylówce, bo im również, tak jak prezesom firm ogrodniczych przypominają czasy młodości i rześkości, czyli mamy tutaj idealną sytuację, bo osoby decyzyjne w wielkich firmach mogą doskonale przewidywać oczekiwania konsumentów i wszystko byłoby takie super i toczyło się dalej starymi torami gdyby nie to, że zaraz to wszystko umrze z powodu starości.

konflikty

No i teraz wyobraźcie sobie, że sprzedajecie wuchtę niemodnych rzeczy, a zarazem z powodu niechęci do zmian, rzeczy coraz bardziej odbiegających funkcjonalnością od XXI wiecznych norm. I nagle się orientujecie, że sprzedaż wam spada, ale co jest tego powodem?

Dla nas oczywiste – po prostu ubywa konsumentów z powodu przekroczenia wieku stu lat, a nowi nie przybywają, ponieważ nikt o to nie dba (oprócz trzyosobowej ekipy MO).

A co na to branża?

  • ojej, konkurencyjna firma jeszcze mocniej podkręciła kolory pelargonii na nowej ulotce, nienawidzę ich za to
  • o nie, konkurencyjna firma otrzymała wyróżnienie na kongresie za swoją nową szmatę, muszę napisać pozew
  • o nie, randomowy bloger powiedział, że mój iglak jest śmieszny, zabiję go za to, ale najpierw wyślę mu pozew, to przez niego moja firma się wali
  • olaboga, jak ona mogła się negatywnie wypowiedzieć o mojej rymowance, przecież znajomy dziennikarz powiedział, że ją dobrze napisałam, to przez jej kpiny i głupie miny zawaliła mi się sprzedaż marchewki, pójdę do niej z aferą

Każdy z was, kto był na jakichkolwiek targach, na jakiejkolwiek imprezie branżowej, zna te wszystkie śpiewki, a te wszystkie napięcia, spinki i konflikty są wynikiem jednego – lęku prezesów i dyrektorów marketingu, lęku przed śmiercią.

ale śmierć jest w tej sytuacji najlepsza

Bo już nie pozalepiamy tych wszystkich dziur i ubytków w mózgach, w stylówkach i w planach marketingowych firm. To wszystko musi się zawalić i dopiero wtedy zbudujemy nową, piękną branżę dla człowieka w wieku <100.

Stuletni prezesi i dyrektorzy się powykańczają nawzajem i wtedy, gdy już odbębnimy żałobę i wszyscy o nich zapomną, zbudujemy nowe piękne ogrodnictwo dla nowych, pięknych ogrodników.

Do tej pory myśleliśmy, że na ten wielki upadek będziemy musieli czekać jeszcze jakieś 10 lat, ale po ostatnich wydarzeniach widzimy, że zajmie to max dwa lata, serio branża jest na skraju wykończenia, ale to bardzo dobrze, bo stare systemy już dawno przestały się sprawdzać, a skoro branża nie rozumie, że potrzebuje nowych modeli działania, mimo naszych naprawdę dużych wysiłków, uwierzcie, że ogromnych, to jedyne co możemy jej powiedzieć to do widzenia.

Czekamy na waszych następców.

 

(A jeżeli to ty chcesz być tym następcą, to czekaj na kolejne posty z serii #zmartwychwstanie, szykujemy sporo tutoriali)

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Jedna myśl na temat “śmierć & zmartwychwstanie branży ogrodniczej w PL, kiedy to się wreszcie wydarzy”

  1. Pięknie napisane 😀 Też czekam aż powymierają. Śmiem nawet postawić tezę, że to ci starcy właśnie odpychają młodych od ogrodnictwa w tym kraju. Debilnymi rymowankami, tandetnymi opakowaniami, tujozą i szmaciozą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *