ogrody w londynie

ogrodniku, dlaczego nie chcesz moich pieniędzy? przecież są takie piękne i pachnące

Właściwie to już dawno chciałam napisać ten post, bo często słyszę sapanki na ten temat, również sapanki na mnie, no i w końcu wydarzyła się taka sytuacja – prowokacja, że mój zamiar doszedł do skutku i oto przez wami post o ogrodnikach, bezczelnych typach, którzy – jak wam się wydaje – gardzą waszymi pieniędzmi, a w rzeczywistości po prostu wolą pieniądze innych ludzi.

Po pierwsze: nie mam pojęcia skąd w ludziach przekonanie, że dla przedsiębiorcy każde zlecenie jest niczym manna z nieba, czyli  cudownym, boskim środkiem niezbędnym do przeżycia i że ten środek trzeba łapać do koszyczka i koniecznie zacząć z niego korzystać.

Albo że jest jednorożcem spacerującym pośród różowych flamingów, czyli spełnieniem marzeń każdego ogrodnika, w tym moich, wiadomix.

uwaga, obalam wasz świat, wasze zlecenie jest tylko zleceniem, a nie fruwającym chlebkiem ani pląsającym jednorożcem

Co oznacza, że podlega krytycznej ocenie – ogrodnik zadaje sobie kilka pytań:

– czy z przyjemnością je wykonam?
– czy jeśli jest nieprzyjemne, to czy mam pracowników, którzy wykonają je za mnie?
– czy mam środki do wykonania tego zlecenia (maszyny lub hajsy na zakup brakujących lub podwykonawców chętnych do pomocy)
– czy hajs się będzie zgadzał?
– czy nie spotkają mnie niespodziewane trudności w ponadprzeciętnej ilości?
– czy zleceniodawca wygląda na rozsądnego człowieka, czy będzie się sapał o każdy szczególik?
– czy zleceniodawca jest wypłacalny, jaką sławą cieszy się na mieście? (serio, sprawdzamy, tym bardziej, że najczęściej przed ogrodnikiem wynajmuje murarza, stolarza, dekarza, więc to jest ta zaleta bycia na końcu przewodu pokarmowego, ale nie kojarzcie ogrodników z odbytem, ok?)

Jeśli firma istnieje na rynku dłużej niż rok, co oznacza, że nie musi już łapać każdego zlecenia w ciemno, żeby tylko zdobywać doświadczenie i nie siedzieć w chacie, to osoba nią zarządzająca zada sobie te pytania, z czego najważniejszym, kluczowym, niezbędnym i totalnie priorytetowym jest:

czy chce mi się to robić?

Nie po to człowiek zakłada firmę, by się do czegoś zmuszać, raczej przedsiębiorcy są osobami niezależnymi, którzy chcą lubić swoją pracę, a przyjmowanie nieprzyjemnych zleceń, które nam nie pasują, powoduje, że staje się ona nieprzyjemna i trzeba się martwić, że robi się nie to co się lubi, nawet jeśli budżet jest naprawdę git.

Takie oczywistości

Ale ludzie tego po prostu nie wiedzą, szczególnie osoby pracujące na etatach, mające szefów mogą mieć problem z wyobrażeniem sobie, że ktoś może nie chcieć wykonać jakiejś pracy.

Nie dziw się, że ogrodnik cię nie chce

Nie musi cię chcieć, jeśli coś mu w tobie nie pasuje, to ma wuchtę innych chętnych zleceniodawców z lepiej do niego dopasowanymi zleceniami.

konkretny przykład

Ilona, znana na insta jako @mumandthecity poszukuje ogrodnika i martwi się tym, że na siedem zaproszonych ekip, tylko jedna skontaktowała się po spotkaniu, głównie po to, by odmówić. Ale dlaczego aż siedem ekip nie chce wziąć tej roboty, co tu się właściwie wyprawia, że nikt nie chce pieniędzy ilony, mimo że tak usilnie próbuje je wydać?

Już tłumaczę. Zlecenie dla ogrodnika zawiera takie atrakcje:
– wykopać fundamenty pod płot
– „obłożyć tarasy” – mimo wieloletniego doświadczenia w ogrodnictwie, nawet nie wiem co to znaczy, może obłożyć płytkami? Bo chyba nie kwiatami?
– zasiać trawę
– wyrównać podłoże
– zburzyć jedną ścianę xdd

Jak widzicie, zlecenie jest totalnie nieporywające ogrodniczo, zresztą jeśli lepiej mu się przyjrzycie, stwierdzicie że lepiej pasowałby tu murarz, brukarz, płytkarz, a nawet grabarz (kopanie dołków pod płot, kto się tym zajmuje w ogóle, nawet nie wiem, płociarz?)

Ogrodnik pewnie chętnie zająłby się wyrównywaniem ziemi i sianiem trawy, ale prawda jest taka, że wyrównanie szybciej ogarnie koparka/spycharka, a sianie to jest pół godziny roboty, więc naprawdę git zlecenie, bardzo ciekawe, rozwijające i godne pochwalenia się na insta, jedynym motywem, dla którego ktoś chciałby to zrobić mógłby być hajs, więc jeśli budżet to kilka k, to zapewne znajdzie się ktoś do zasiania. Ale cała reszta? Po prostu trzeba szukać wśród innych zawodów.

Jakie prace są mile widziane przez ogrodników, głównie przeze mnie?

  • zakładanie miniogródków z megabudżetem, przy zachowaniu koniecznych warunków 1. klient jest wypłacalny 2. kl nie jest internetowym ekspertem od ogrodnictwa i nie wtrąca się w każdy etap 3. kl mi ufa 4. kl wygląda na zrównoważonego i rozsądnego 5. kl nie narzeka w mojej obecności NA NIC, bo jeśli ma do tego tendencje, to na stopro będzie narzekał też na mnie, więc serio od razu ich skreślam
  • przyjemne usługi, typu koszenie trawników, serio lubię kosić i chętnie robię to codziennie, przycinanie roślin jest przyjemne, nie jest przyjemne wożenie kamieni taczką i myślę, że również nikomu nie sprawia przyjemności równanie ziemi pod trawnik, to raczej udręka, choć mogę się mylić

Ale naprawdę nie umiem sobie wyobrazić, ze któremuś ogrodnikowi sprawiałoby przyjemność kopanie rowu pod płot, chyba że miałby w portfelu 20 zł i 1100 zł zaległości w zus.

Jednocześnie muszę dodać, że czasami biorę się za równanie ziemi, ale tylko jeśli jest to ułamkiem odlotowego zlecenia, a nie jego jedynym składnikiem.

Jedyna opcja z jakiej można tu skorzystać to naprawdę duża firma dysponująca wieloma pracownikami, przy założeniu, że ich szefowi jest wszystko jedno co robią i czy lubią swoją pracę. Ale wtedy – uwaga – hajs się musi zgadzać.

No dobrze, chyba skończę

Choć jest jeszcze drugi aspekt tej sprawy, czyli sprawa podwykonawców, których możemy wynajmować, ale to kolejne 3 tys linijek tekstu, więc może kiedyś indziej do tego wrócę.

A tymczasem mam jedną poradę na koniec dla wszystkich osób poszukujących ogrodnika. Nie traktuj go jak chłopa pańszczyźnianego, który z pocałowaniem  w rękę weźmie od ciebie każdą robotę za każdy hajs, tylko jak partnera, a relacja która powinna między wami być to nie bóg – niewolnik, lecz PARTNERSTWO, ty chcesz dać zlecenie, ogrodnik chce je wziąć, ty chcesz mieć piękny ogród, ogrodnik chce z przyjemnością zrealizować twoje marzenie. Inaczej nic z tego nie wyjdzie i co najmniej jedna strona będzie rozczarowana.

I serio nie wiem co dziwnego w nieprzyjmowaniu zleceń, ja nie przyjęłam chyba z tysiąc, bo nie chce mi się sadzić jałowców na skarpie, nie chce mi się tworzyć mozaik z kamienia z kamieniołomu i nie chce mi się kosić trawnika na którym leżą klocki psa. Ale niektórym się chce, więc życzę miłych i skutecznych poszukiwań ogrodniczej bratniej duszy.

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *