werowy ogród 5/18 – zwierzenia popowodziowe

Kiedyś cykl #werowyogród był totalnie regularny – co miesiąc publikowałam moje ogrodnicze zwierzenia, ale niestety pod koniec lata zeszłego ogrodu cały ogród utonął, co było niezwykle smutne i na domiar złego trwało aż do kwietnia tego roku. Co się wydarzyło w tym czasie oprócz werowej depresji? Już mówię.

Wyobraźcie sobie taką sytuację, że cały ogród jest zalany wodą w takim stopniu, że gdy włożycie kwieciste kalosze, które do tej pory kojarzyły wam się tylko z wesołym chlupotaniem w kałużach, to toną one do połowy łydki, a w niektórych szczęśliwych miejscach tylko do kostki.

Cały ogród stoi pod wodą, co spowodowało, że np. rozchodniki zamieniły się w rośliny podwodne na -olaboga- 8 miesięcy. Chyba nawet nie muszę wspominać, że nie mam już tych rozchodników, gdyż rozpłynęły się.

przecież to są takie smutne rzeczy

Powódź zabiła moje ulubione budleje, piętnastoletnie & pięciometrowe perukowce, czego nie umiem wybaczyć, gdyż kochałam je, szczególnie tego zielonego.

Powódź zabiła 6-metrowego cyprysika nutkajskiego, który swoją smutną posturą akurat wpisywał się w ten tragiczny krajobraz, ale teraz już go nie ma.

Moje ulubione buki dostały grzyba, ale na szczęście żyją. Kilkumetrowe cisy padły na amen i nadają się tylko do wycinki.

 

 

Nie została mi niemal żadna bylina, z czego najbardziej beczę za odętką, a najbardziej mnie dziwi, że umarła, zdawałoby się nieśmiertelna kocimiętka. Zapiszcie sobie w kajecikach albo zróbcie skrina, że da się ją zabić, wystarczy włożyć do basenu na 8 miesięcy.

Co jest trochę fajne

Że najbardziej obciachowe rośliny, czyli bonzaje ledwie zipią. Wcześniej nie mogłam ich wyrzucić ze względu na sentyment autora tego projektu (xd), ale teraz może się uda je wykopać bez afery?

 

 

A co jest trochę głupie

Fakt, że trawę pampasową zasadziłam na małym wzgórku, gdyż tak należy ją sadzić z powodu takiego, że główną przyczyną jej śmierci podczas zimy nie jest przemarznięcie, lecz zamoczenie korzeni, a raczej tego węzła łączącego korzenie z badylami, wiem, bardzo fachowo się wyrażam, no ale kwintesencja tego pro elo  zdania jest taka, że zasadziłam ją na górce, by korzenie się nie zamoczyły zimą, a tymczasem była zalana prawie po czubek liści, więc fajnie.

 

 

Przez te wszystkie miesiące nie mogłam oczywiście kosić trawnika, bo też był pod wodą, więc kosiarka raczej skupiłaby się na wciąganiu wody zamiast koszeniu podwodnych badylków.

 

jednak ogród został wyleczony z powodzi

Poprzez zamontowanie rur drenażowych, a raczej skomplikowanej sieci rur, ponieważ trzeba było odwodnić całą ogromną działkę i nie pytajcie ile hajsu to kosztowało (wuchtę).

Krajobraz poleczniczy

Do ogrodu należało zaprosić koparkę i żeby ułatwić pracę, trzeba było wyrzucić jednego świerka srebrnego, za którym w ogóle nie beczę. Ale jak widać zostały blizny na trawniku i rabatkach.

 

 

 

Również ucierpiały obrzeża, dlatego je zdjęłam i chyba wymyślę na nowo, bo te się do niczego już nie nadają.

 

 

 

No i teraz wszystko jest zarośnięte

I na dodatek nie urządziłam wiosennej przycinki, nie miałam okazji nawet przyciąć traw, czego skutki są fatalne, chyba nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jakie, ale chyba pokażę je na instastory, więc zalecam oglądanie.

 

 

Nawet nie wiem za co pierwsze się wziąć. Tzn skosiłam już trawnik (pierwszy raz od sierpnia!!!), pozdejmowałam szczątki obrzeży i wyrzuciłam trochę zdechłych roślin (10 taczek).

 

 

Ale o ogarnianiu urządzę chyba inny post, może w werowy ogród 6/18 pokażę co udało mi się zdziałać, mam nadzieję, że chociaż przytnę do końca te trawy bo megawolno idzie, gdy trzeba każde źdźbło wycinać osobno xdd.

 

 

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Jedna myśl na temat “werowy ogród 5/18 – zwierzenia popowodziowe”

  1. Wiesz Wera, naprawdę przesadziłaś. Od miesiąca żadnego wpisu ??? Nie mogę powiedzieć, że jakoś regularnie tu zaglądam ale właśnie klepnęłam się w czoło i mówię sobie-ciekawe co u Wery. No baaardzo ciekawe- ja już nawet nie wspominam, że miał być instruktaż z hodowli pomidorów. Jakbym czekała na Ciebie, to bym nic w tym roku nie z ogrodu nie zjadła. Napisz cos proszę !
    Ściskam Cię mocno 🙂 Twoja wierna czytelniczka, prawie Grażyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *