nawożenie

biopon inspiruje, czyli jak powinno wyglądać #zerowaste w branży nawozowej

To jest takie bez sensu, że aż nie wiem od czego zacząć. Byłam w briko i tylko chciałam kupić dwie butelki zwykłego nawozu w płynie do roślin zielonych, czy to brzmi jak jakaś skomplikowana misja? Nie, wchodzisz do sklepu, chwytasz dwie butelki, płacisz i do widzenia. Jednak na półkach z nawozami zobaczyłam coś, co mi wbiło kołek w mózg i teraz nie wiem jak go wyjąć.

I na początku sobie myślę: hehe, jakie to śmieszne, haha, nagram instastorka ponabijam się z followersami. Ale gdy go nagrałam, stwierdziłam, że sprawa jest trochę grubsza i w sumie mogłabym napisać krótki post, taką anegdotkę, że hehe zobaczcie jak biopon się wygłupia i utrudnia kupowanie swoich produktów.

Ale później sięgnęłam jeszcze głębiej i temat okazał się tak absurdalny, że aż nie wiem gdzie jest jego początek, gdzie koniec, gdzie powód i jaka jest na to wszystko rada, więc oto post bez ciągu przyczynowo-skutkowego, tylko takie refleksje wypisane po kolei, choć kolejność może mogłaby być bardziej sensowna.

aspekt nr 1

Jak zwykle na początku każdej historii jestem ja, wiadomix. Więc na początku info. Ja jestem prostym człowiekiem, nie minimalistą, raczej maksymalistą, lubię, gdy wszystko jest wielkie i wspaniałe i może być nawet patetyczne, ale jednocześnie proste, logiczne i na swój maxi sposób nieskomplikowane.

I takie też kupuję nawozy. Worek sto kilo granulek azofoski, worek sto kilo polifoski to są moje produkty podręczne, nie jarają mnie półkilogramowe nawozy dedykowane poszczególnym gatunkom, gdyż to po prostu zbędne wydatki i… zbędne śmieci.

Jednak czasami potrzebuję szybkiej interwencji i wtedy nawozy w płynie są git i wiem, że wszystkie są takie same, bo nikt tu żadnych cudów nie wymyśli, poza cudem na zdjęciu na butelce, czyli jaskrawoczerwoną pelargonią lub rododendronem na zielonym tle. Więc gdy potrzebuję azotu w płynie, wiem że marka jest obojętna.

aspekt nr 2

Jeśli chodzi o wizerunki marek w pl, to właściwie tylko do florovitu mam pozytywny stosunek zakodowany już w dzieciństwie, bo wtedy płynne nawozy florovitu były traktowane jak wygodne wsparcie dla działkowców, którzy mieli niewystarczające ilości naturalnych nawozów. Taki miły, nieszkodliwy pomocnik.

Jednak teraz, gdy idę do sklepu, nie kupuję florovitu. Dlaczego? Wyłącznie z tego względu, że ma niewygodne zakrętki. Wygodne zakrętki ma biopon, to nimi mogę odmierzać nawóz nawet z zamkniętymi oczami, po prostu zakrętka stworzona dla wer takich jak ja. I serio tylko dlatego go wybieram.

aspekt nr 3

Zazwyczaj nie patrzę, czy kupuję biopon uniwersalny, czy do jakiejś konkretnej zielonej rośliny (typu paproć) bo to obojętne. Patrzę tylko, czy na zdjęciu na butelce jest wystarczająca ilość zielonego i siup do koszyka.

Na przykład gdy parę tygodni temu pokazywałam na insta jak podlewam tymi nawozami, to jeden z followersów zwrócił mi uwagę, że jeden nawóz jest uniwersalny do zielonych, a drugi do paproci. Spojrzałam zaskoczona na te butelki i mówię: no rzeczywiście. Ale co z tego, azot to azot, nie martw się followersie, nie zamieni mi rozplenicy w paprotkę.

Ale teraz zdarzyło się coś co wyrwało mnie z tej rutyny

Złapałam pierwszy lepszy litrowy biopon, ale do niego było przyczepione jakieś gówno. Sory za małokulturalne słowo, ale synonimy.pl nie pokazują mi żadnego trafniej opisującego rzeczywistość rzeczownika. Było coś do niego przyczepione.

 

biopon

 

Mówię: no nie, co to jest za gówno i już się zdenerwowałam, że zajadę do roboty i będę musiała to odczepiać. I to jeszcze dwa razy, bo z dwóch butelek. Popatrzyłam wobec tego, czy mają bez gówien i owszem były, właśnie te do paproci. No to mówię, wezmę do paproci, co za różnica, ale wtedy, pierwszy raz w życiu zauważyłam, że do paproci są o złoty pięćdziesiąt droższe. I sobie myślę – opłaca się dołożyć trzy złote (1.5 zł x 2) żeby nie musieć się użerać z tym zbędnym gratisem? Tak, opłaca się.

Aspekt nr 4

Dlaczego producent (albo raczej wynajęty marketingowiec, albo może osoba zarządzająca nadmiarem odpadów w magazynie) sądzi, że osoba potrzebująca zwykłego uniwersalnego nawozu poleci na takie cudo na kiju, czyli dziwaczny nawóz do storczyków? A jeśli go nie potrzebuje, a wręcz nie chce, jeśli uważa go za śmieszny wytwór marketingowców, to co ma z nim zrobić? Nie podaruje nikomu, bo czuje że w ogóle istnienie tego produktu jest bez sensu i nikomu nie pomoże posiadanie go i nie może też wyrzucić, bo #zerowaste nie pozwala.

aspekt nr 5

Domyślam się, że już w myślach albo nawet na głos zaczęliście na mnie sapać, że nawozy w litrowych butelkach to też niepotrzebny śmieć, skoro są np. dziesięciolitrowe, albo nawozy które można wyprodukować samemu w ogóle bez śmieci, ale wrócę do tego kilka akapitów niżej.

aspekt nr 6

Teraz sobie wyobraź ekologiczną osobę. Nie chce ona sztucznego nawozu, chce produkt bio. Chce kupić biohumus. I uwaga tej, do niego też jest przypięty nawóz i to sztuczny. I teraz nie wiem jak tę sytuację wyobraża sobie producent / marketingowiec / sprzątacz magazynu, czy w ten sposób że taka pro elo eko osoba używa w ogrodzie naturalnych produktów, ale w kwiata w domu wetknie kolorowy eliksir do kwiatów duo? To tak jakby weganin po obiedzie z cukinii, marchewki i bio kaszy postanowił zjeść na deser sernik z mleka krowy z toną cukru i to jeszcze zabarwiony na różowo. Klei wam się taki scenariusz? Bo komuś ewidentnie się skleił, ale chyba mam za skromny mózg żeby to ogarnąć.

 

biopon nawoz

 

I co taka osoba ma niby zrobić z tym nawozem sztucznym? Podarować komuś? Ale przecież nie chce promować sztuczności, nie chce truć ludzi. Nie chce też go wyrzucać, bo serce boli, że to wyląduje nie wiadomo gdzie i że fantazyjne plastikowe opakowanie będzie się rozkładać tysiąc lat i co najgorsze – że totalnie nikt nie skorzystał na wyprodukowaniu go.

aspekt nr 7

Czy osoba przedstawiona w akapicie powyżej w ogóle kupiłaby nawóz w plastikowej butelce? Czy raczej postawiłaby na naturalne nawozy, np. z pokrzywy wyprodukowane na własnej działce? Albo chociażby kompost. Czy kupowanie bio nawozów w marketach ma jakiś sens, czy to tylko łechtanie ego konsumenta, że o jaki jesteś wspaniały, tak super dbasz o środowisko, że nie ładujesz w matkę ziemię sztucznego nawozu, lecz coś super organicznego. Ale ta cała idea jest obleczona w plastik.

no nie bądźmy tacy radykalni

Niektórzy chcą oszczędzać planetę, choć nie chcą temu poświęcać całego wolnego czasu, więc mogą nie zdążyć wyprodukować wystarczającej ilości nawozu samodzielnie (w sensie nie że swoja kupa xd).

Chociaż tutaj na chwilę wróćmy do wątku z pierwszego aspektu, czyli do mej postaci i powiem wam, że mam słabość do radykałów, do koloru białego i czarnego i nie wiem czy to mi kiedyś przejdzie, ale jak na razie, jeśli ktoś chce dbać o planetę i mieć naturalny ogród, to wcale nie powinien go mieć w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, czyli jego ogród to powinna być działka bez znaczącej ingerencji albo w ogóle bez ingerencji – tak to widzę.

No serio trudno mi to teraz napisać, bo nie lubię średniaków, no ale sobie o nich pomyślmy przez chwilę.

Jeśli byłabym typową osobą, jakich miliony na insta, to chciałabym mieć ogród ze zdrowym warzywem i jednocześnie tworzyć go bezśmieciowo. Mogłabym sobie robić sama nawozy z pokrzywy i żywokostu, jednak z doświadczenia wiem, że jest to wuchta czasu, a nawozu zawsze za mało. Potrzebowałabym pomocy z zewnątrz. Połowę swoich upraw zasilałabym swoim nawozem (nadal nie chodzi o moją kupę), ale co z resztą? Mogłabym kupić humus, ale nie chcę pozostawiać po sobie plastikowych odpadów.

I wiecie co trzeba zrobić? Ja wiem, gdyż na to wpadłam dzięki bioponowi

Dla tych #instagardenerów trzeba zrobić dystrybutory z bio nawozami. Że przychodzi sobie taki hipster albo ktokolwiek inny ze swoim słoikiem i wlewa sobie tyle ile potrzebuje, litr, dwa lub dziesięć i teraz zobaczcie, że wszystko się zgadza. Jest naturalny nawóz, a nie ma śmiecia.

I gdyby ktoś miał taki dystrybutor np. na terenie rodów i regularnie dolewał tam gnojówki z pokrzyw, to ludzie wcale nie musieliby jej robić sami, bo przecież z dystrybutora mieliby ten sam #ekofriendly efekt.

A nawet jeśli ktoś tak jak ja nie brzydzi się sztucznego nawozu, to może (na pewno) też by wolał go kupować z dystrybutora, bo wtedy wreszcie mogłabym kupować nawóz florovitu i wlewać go do przewygodnej butelki bioponu!

#koniecwizji

 

 

 

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *