wero, gdzie byłaś pu roku?

Ehhh, kochani followersi, a nie, zaraz zaraz, jak to się mówi na blogu… Ehh, kochani czytelnicy, zapomniałam o tym blogu na pół roku, ponieważ.

Ostatni post to relacja z zeteżetów, czyli post wrześniowy, a obecnie w kalendarzu widzę luty. Zapowiedziałam w tamtym tekście, że do końca roku nic już nie napiszę, no ale na szczęście mamy już nowy rok.

co cię dobiło, wero?

Jeśli mielibyśmy uszanować chronologię, to najpierw była powódź w moim ogrodzie, która trwała i trwała, wiele miesięcy. Nijak nie dało się tej wody usunąć, listy do urzędów, bla bla, inne nudne i męczące rzeczy, afery, awantury z sąsiadami, wyobraźcie sobie, że gdy oni wypompowywali wodę ze swoich działek, to to wszystko spływało do mnie, gdyż w swoim ogródku mam akurat najniższy punkt w promieniu ponad pół km, serio.

Gdy w końcu po wydaniu iks tysięcy zł woda odpłynęła do warty, musiałam się zmierzyć z cmentarzyskiem. Wiele pięknych drzew musiałam pożegnać, bo delikatnie mówiąc ponad półroczne sterczenie w basenie nie pomogło ich zdrowotności. Jeśli chodzi o pozostałe rośliny – zniknęło wiele bylin, traw i ogólnie zrobiła się pustka.

Woda zeszła chyba dopiero pod koniec kwietnia i zanim się otrząsnęłam, było już za późno na wiosenne obowiązki – nie zasiałam swoich ulubionych kwiatów jednorocznych, ogólnie nic nie zrobiłam, bo dogorywające drzewa nadal stały w ogrodzie i smutno mi było tam przebywać.

Dopiero jesienią pogodziłam się z tym, że część z nich już nie odżyje, ale buki, choć golutkie przez cały sezon zostawiłam i serio czekam aż wiosną wypuszczą słodkie listeczki.

więc ogólnie najbardziej dobijające było właśnie to

Strata niemal całego ogrodu i co gorsze, strata przyjemności z przebywania w nim.

druga sprawa

To przyznanie się przed samą sobą, że nic nie potrafię zrobić dla rozwoju ogrodnictwa w PL. Już na tyle sposobów próbowałam, ale polskie ogrody po prostu muszą być brzydkie. Czy wy wiecie, że nawet na rozmowach w TV nam powiedzieli, że nie mogą pokazywać w telewizorze ładnych, szczególnie wysokobudżetowych (wysoki budżet to >5k zł), bo widzowie popadają w kompleksy i się awanturują – słowem stacje dostają negatywny feedback. Grażyna może oglądać ładny ogród, pod warunkiem że jest ładniejszy od jej własnego ogrodu o max 5 procent.

Najpierw trzebaby zastosować masową psychoterapię, uleczyć wszystkich z kompleksów i dopiero później można zacząć jakąkolwiek edukację, bo na razie to można działać tylko w obszarze przytakiwania i chwalenia kamiennej pustyni i pomarańczowego zrębka i sosny na kiju.  Inaczej jest obraza.

dlatego daję sobie spokój ze społecznymi działaniami, bo tak naprawdę nikt ich nie chce

Trudno było mi to przyznać przed sobą, ale pl ogrodnictwo mnie w ogóle nie potrzebuje i nawet nie chce. Więc nie pozostało mi nic poza wzruszeniem ramion.

cofnęłam się w rozwoju i czekam

Przez te pół roku nie przeczytałam żadnej książki o ogrodzie, nie czytałam żadnych blogów ogrodniczych, odfolołowałam wszystkie fp, grupy i nawet konta na insta, no dosłownie zero kontaktu z branżą i w ogóle z treściami ogrodniczymi.

I teraz jest mi wszystko jedno.

Wrócę na chwilę do etapu sprzed 4 lat – do własnego ogrodu, pewnie nawet będę go pokazywać, szczególnie na insta, trochę też tutaj i zobaczę w którą stronę się rozwinę, bo na razie nie planuję niczego.

Wera będzie zwykłą werą, grażyna grażyną bez żadnych wzajemnych kontaktów dla dobra obu stron, szczególnie tej mojej.

Autor: wera

redaktorka naczelna BLOGA miejskiOGRODNIK - moja przygoda z ogrodnictwem odbywa się na wielu płaszczyznach, jedną z nich, jest dzielenie się z Wami moimi ogrodniczymi historiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *